Poniedziałek, 22 kwietnia 2024. Imieniny Łukasza, Kai, Nastazji

Zbrodnia hitlerowska na Kalkówce 1945 roku

2022-01-16 17:04:59 (ost. akt: 2022-01-17 08:41:50)
Budynek archiwum (widok obecny). W czasie okupacji areszt i obóz pracy przymusowej

Budynek archiwum (widok obecny). W czasie okupacji areszt i obóz pracy przymusowej

Autor zdjęcia: materiały TPZM

Podziel się:

W suwerennej Polsce 17, a w czasach PRL 18 stycznia, przy mauzoleum znajdującym się obok szosy Szreńskiej, odbywają się uroczystości upamiętniające śmierć 364 więźniów obozu pracy przymusowej oraz członków podziemia niepodległościowego.

Zostali oni zastrzeleni przez Niemców strzałami w tył głowy, na kilkadziesiąt godzin przed wkroczeniem do Mławy oddziałów Armii Czerwonej. 

Uroczystości na Kalkówce poprzedza msza święta odprawiana w kościele pw. Ducha Świętego w parafii MBKP, na Osiedlu Książąt Mazowieckich.  

Przy każdej rocznicy rodzą się wątpliwości i pytania dotyczące tragedii: dlaczego musiało do niej dojść, czy nie można było jej zapobiec, dlaczego  oprawcy swe zbrodnicze zamiary mogli dokonać w taki sposób? 
Warto nad tymi pytaniami się zastanowić.

Co się wydarzyło 16 i 17 stycznia 1945

Na początku prześledźmy zdarzenia, które miały miejsce w mroźnym dniu 17 stycznia 1945 roku oraz dzień wcześniej.  

W wyniku zimowej ofensywy Armii Czerwonej Mława została zajęta przez oddziały 170 Dywizji Strzeleckiej, dowodzonej przez płk. Siemiona Cyplenkowa. Ponieważ miasto nie było przewidziane  do obrony, więc walk na jej terenie nie było.   

Oddziały sowieckie wkroczyły do Mławy18 stycznia około godziny 19.00. Potwierdzeniem wyzwolenia Mławy przez wojska sowieckie w tym dniu, było nadanie  nazwy 18-tego stycznia jednej z ulic w mieście, dawnej Krzynowłodzkiej.

Jak przedstawiała się sytuacja dzień wcześniej? 

Tu warto podkreślić, że w planach niemieckich Mława nie była przewidziana do  bezpośredniej obrony, więc w mieście nie była żadnych umocnień.

Obrona tzw. mławskiego rejonu umocnionego znajdowała się na dalekich przedpolach Mławy. Stanowiły ją umocnienia polowe i rów przeciwczołgowy. 

W związku z tym Sowieci nie atakowali Mławy czołowo, tylko zastosowali manewr okrążający, nazwany mławsko-działdowskim.

Polegał on na głębokim obejściu od południa i zachodu umocnień,  przez  atak na Zdroje, Wiśniewo, Bogurzyn,  Turzę Małą w kierunku Działdowa.

Niemcy, aby nie dostać się do niewoli, musieli szybko opuścić okrążany  rejon. 
Wynika więc  z powyższego,  że w Mławie 17 stycznia nie było wojsk niemieckich, a pozostawały tylko spóźnione, niewielkie grupki cywilów, które nie zdążyły się ewakuować w kierunku Prus Wschodnich.

Ewakuacja administracji cywilnej rozpoczęła się po nalotach lotnictwa sowieckiego, które odbyły się dzień wcześniej i wywołały panikę wśród Niemców.
Sytuacja 17 stycznia przedstawiała się następująco.

W godzinach przedpołudniowych przyjechał do Mławy z Ciechanowa oddział około 40 esesmanów, który zatrzymał się w miejscowym areszcie i dawnym obozie pracy przymusowej. Po obiedzie zwolniony został niemiecki  personel  obozowy, a władzę przejęło Gestapo i SS.

Na samochód załadowano ok. 30 więźniów

Kiedy zaczęło robić się ciemno, a więc koło godziny 16.00, rozpoczęło się wywożenie więźniów jednym samochodem ciężarowym, krytym brezentem.
Na samochód jednorazowo załadowano około 30 więźniów, których przewożono do oddalonej o około 2 kilometrów żwirowni, zwanej „Kalkówką”.

Tam ze stojącego przy szosie samochodu wyprowadzano pojedynczo więźniów i w oddalonej  o kilkadziesiąt metrów żwirowni, strzałem w tył głowy uśmiercano. Manewr powtarzano około 12 razy. Zbrodniczą akcję zakończono prawdopodobnie około północy.

Z pogromu  ocalał tylko Czesław Arabucki, trafiony w ramię, który przeleżał ranny pod zwałami ciał i następnie przedostał się do okolicznych domów, gdzie udzielono mu pomocy.

Ofiarami masakry byli głównie działacze i członkowie Stronnictwa Ludowego „Roch”, żołnierze Batalionów Chłopskich i ich rodziny, oraz zwykli więźniowie, nie związani z ruchem oporu.

Cenę życia zapłaciły całe rodziny ludowców,  związane od początku okupacji z ruchem oporu. Byli to członkowie rodzin Nadratowskich i Fijałkowskich, którzy przebywali w mławskim więzieniu po wielkiej „wsypie” z końca grudnia 1944 roku.

Motywy zbrodni trudno wytłumaczyć w kategoriach normalnych stosunków międzyludzkich. Z przebiegu  zbrodniczej operacji  można wyciągnąć wniosek, że była to zaplanowana i z „niemiecką” precyzją przeprowadzona akcja. 

Jak można przypuszczać, powodem działania hitlerowskiej grupy likwidacyjnej  był brak możliwości ewakuacji więźniów wraz z wycofującą się niemiecką administracją okupacyjną. A także niezwykle trudna sytuacja na froncie.

Podobne operacje zostały przeprowadzone w innych miastach na Mazowszu Północnym: w Ciechanowie, Sierpcu i Płocku. W Sierpcu i Płocku zbrodni dokonano w budynku więziennym. Inaczej niż w Mławie.

Dlaczego wywozili więźniów do żwirowni?

Jednym z pytań budzących niepokój i brak zrozumienia sytuacji w Mławie 17 stycznia 1945 roku, był przebieg akcji likwidacyjnej. Dlaczego esesmani wywozili więźniów do położonej za miastem żwirowni i tam ich mordowali, a nie  zrobili tego na miejscu lub w pobliżu więzienia?

Zbrodnicza akcja musiała trwać około 7 – 8 godzin, czyli bardzo długo. Przecież opuszczający Ciechanów esesmani musieli wiedzieć, że  zbliża się front, że żołnierze sowieccy są już niedaleko od miasta, które zdobyli około godziny 14.00. 

Front został przerwany i Armia Czerwona mogła znaleźć się w Mławie bardzo szybko. A jednak zachowywali się bardzo spokojnie i z precyzją wykonywali swoje  zbrodnicze zadanie bez obawy, że dostaną się w ręce nieprzyjaciela.

Doskonale zdawali sobie sprawę, co ich czeka  ze strony Sowietów, gdy dostaną się do niewoli. Nie obawiali się również zagrożenia ze strony zbrojnego polskiego podziemia. Dlaczego? Musieli być przekonani, że nic im nie zagraża i mogą  spokojnie wykonać rozkaz.

Dlaczego nie podjęto próby uwolnienia więźniów?

Kolejną wątpliwość budzi zachowanie organizacji podziemnych, konkretnie  Komendy Obwodu Mławskiego Armii Krajowej. Dlaczego nie podjęto żadnej próby uwolnienia więźniów, albo przed 17 stycznia, albo w trakcie  wywożenia ich na „Kalkówkę”?

Nie trudno się było zorientować, że prędzej czy później Sowieci będą kontynuować ofensywę, że zdolności bojowe Wehrmachtu są wyjątkowo słabe i opuszczenie Mławy przez Niemców jest nieuniknione. Będą więc musieli coś zrobić z więźniami. Albo będą ich ewakuować, albo dokonają likwidacji.

Do obu tych ewentualności można się było przygotować. Organizacyjnie istniał przecież oddział AK dowodzony przez Stefana Rudzińskiego ps. „Wiktor”, który można było wykorzystać i choć podjąć próbę przeszkodzenia zamiarom Niemców. 

Tak się jednak nie stało! Dlaczego?

Tłumaczenia są różne. Żołnierze „Wiktora” nie mieli dostatecznej ilości broni, struktury organizacyjne AK po powstaniu warszawskim uległy destrukcji. Czy to są dobre argumenty?

Broń można było zdobyć, choćby kupując ją od Niemców lub Kozaków, którzy znajdowali się na pobliskim poligonie w Nosarzewie. Przecież AK od kilku lat przygotowywała się do sytuacji, w której hitlerowcy opuszczą teren powiatu mławskiego.

Jej komendy z oddziałami zbrojnymi miały rozpocząć walkę z wycofującymi się oddziałami Wehrmachtu, a potem wystąpić w roli gospodarza, przed wkraczającymi wojskami sowieckimi.

Jak więc Komenda Obwodu miała zamiar zrealizować swój udział w powstaniu powszechnym lub w akcji „Burza” w praktyce? Przecież to miał być główny cel istnienia Armii Krajowej. Nie jakieś lokalne działania partyzanckie, narażające miejscową ludność na odwetowe represje, tylko walka z wycofującymi się wojskami niemieckimi.

Do takich działań trzeba było się przygotować przez całą okupację. Przede wszystkim należało zdobyć broń. Czy istniały takie możliwości?

Na terenie mławskiego obwodu funkcjonował niemiecki poligon w Nosarzewie, gdzie szkolono m.in. rosyjskich ochotników, którzy mieli walczyć po stronie Niemców.

Jak wynika w raportu sytuacyjnego Komendy Mławskiego Obwodu za okres od grudnia 1943 do stycznia 1944 roku „Był to okres kiedy żołnierze, szczególnie Kozacy, sprzedawali ludności cywilnej bieliznę, ubrania itp. Obecnie, na skutek ostrych zarządzeń pod tym względem, stanęło to całkowicie”.

Czy była możliwość zakupu broni? Raczej tak.
Jeżeli Niemcy wprowadzili zaostrzone przepisy, to znaczy że handel różnymi towarami był znaczący.

Rozkaz z 23 grudnia 1942 roku

Trzeba przypomnieć, że obowiązkiem każdego zaprzysiężonego żołnierza AK było pozyskanie broni. Komendant Obwodu Mławskiego „Borejsza” czyli Paweł Rachocki rozkazem z 23 grudnia 1942 roku, zdecydowanie stwierdził:
„Nakazuję jak najintensywniej prowadzić zakup materiałów uzbrojenia wg. następujących zasad: p. 2. Każdy członek P.Z.P (czyli Polski Związek Powstańczy - mniej używana nazwa Armii Krajowej) winien szukać źródeł zakupu, w szczególności broni osobistej /pistolety, granaty ręczne/ którą ma prawo zakupić sam, beż żadnych innych formalności, jak tylko oddanie zakupionej broni swemu bezpośredniemu przełożonemu. 3/ Zakupywać należy od Niemców i ich sprzymierzeńców. […] Zakupywać należy przede wszystkim pistolety automatyczne / Visa, Parabelum, i innych dużych kalibrów/ granaty ręczne, pistolety maszynowe, amunicję pistoletową i karabinową karabiny ręczne i przeciwczołgowe…6/ W razie braku własnych pieniędzy podokręg pokryje zawsze wydatki na broń.”

Dlaczego więc, pomimo nakazu z grudnia 1942 roku nie zgromadzono dostatecznej ilości broni?

Czy atmosfera wśród Niemców w Mławie w końcu 1944 roku i na początku 1945 była wyjątkowo niebezpieczna dla przeprowadzenia akcji uratowania więźniów z mławskiego obozu?

Posłużmy się raportem Komendy Mławskiego Obwodu z 20 stycznia 1944 roku, a więc na rok przed końcem okupacji niemieckiej: "Nastroje wśród przyjeżdżających na urlopy żołnierzy niemieckich, jako też miejscowych Niemców, bardziej niż minorowe. Miejscowi Niemcy zaczynają nawiązywać dobre stosunki z Polakami, np. k-nt jednego z posterunków - hakatysta, wzywa do siebie Polaków, pije razem z nimi, dowodząc, że Polak i Niemiec - to koledzy. […] Niemcy tutejsi pakują i wysyłają już stąd wartościowe rzeczy do swoich rodzin w Rzeszy. W ogóle daje się odczuć pewnego rodzaju popłoch".

Atmosfera i „popłoch” jeszcze bardziej się pogłębiła pod koniec 1944 roku. Trzeba było to wykorzystać i podjąć próbę uwolnienia więźniów przed 17 stycznia, lub w trakcie akcji likwidacyjnej mławskiego więzienia. Tak się jednak nie stało.

Rysa na działalności Obwodu Mławskiego AK?

Reasumując należy stwierdzić, że nie walczono z oddziałami niemieckimi w trakcie ich ewakuacji, a nawet nie podjęto próby ratowania więźniów, skazanych na zagładę. To poważna rysa na działalności Obwodu Mławskiego AK.

Jak ustalił Ryszard Juszkiewicz, obwód akowski w powiecie liczył  jeszcze pod koniec okupacji niemieckiej około 2.000 zakonspirowanych żołnierzy. Bataliony Chłopskie około 1.000 żołnierzy.

Tym bardziej dziwi postawa Komendy Podokręgu „Wkra” BCh, która zaniechała próby porozumienia z akowcami i wspólnymi siłami dokonania akcji uwolnienia więźniów. Przecież na „Kalkówce” zostało zabitych wielu bechowców i ich najbliższych.

Wzajemne pretensje i animozje doprowadziły do zaniechania działań zmierzających do wykonania zadań, do których przygotowywano się od kilku lat. Miało to być albo powstanie powszechne, albo akcja „Burza”.

Czy rzeczywiście po upadku powstania warszawskiego rozsypały się struktury akowskie, czy  aresztowania pod koniec 1944  roku członków BCh i SL „Rocha” całkowicie załamały wolę walki wśród jej kadry kierowniczej?

Być może jest to jakieś wytłumaczenie bierności wśród głównych organizacji podziemnych. Zapewne też zadziałał strach przed ujawnieniem się wobec sowieckich służb: NKWD i Śmiersza.

Przecież udana akcja uwolnienia więźniów musiała wywołać wrażenie u Sowietów i zwrócić uwagę na struktury konspiracji antyhitlerowskiej. Bez wątpienia łatwiej było akowcom ukryć się bez takiej akcji. Dziwi tylko postawa ludowców. Przecież kilka dni po „wyzwoleniu”, czyli 23 stycznia ujawnili się i poszli na współpracę z towarzyszami z PPR.

Ilu rzeczywiście więźniów zostało rozstrzelanych?

Jeszcze jeden aspekt budzi niepokój i dla historyka pragnącego poznać prawdę jest intrygujący. Jest nim pytanie: ilu rzeczywiście więźniów zostało rozstrzelanych na „Kalkówce”?

Podawana w literaturze liczba 364 osób została ustalona na podstawie trudnego do zweryfikowania źródła.

Czy w ciągu najbliższych dni po tragedii ktoś  dokładnie pomordowanych policzył? Po wojnie robiono ankiety, ale były to zeznania z pamięci. Zweryfikowano dotychczas ponad 100 zamordowanych.

Oczywistym  było, że rodziny pomordowanych szybko przyjeżdżały z okolicznych wsi do Mławy i zabierały rozpoznawane ciała, które następnie chowano na miejscowych cmentarzach. 

Nasuwa się wątpliwość co do liczby więźniów, którzy przebywali w areszcie. Jest nim obecny budynek Archiwum Państwowego Oddział w Mławie, którego kubatura nie uległa zmianie od powstania pod koniec XIX wieku.

Znając powierzchnię budynku, wyłączając pomieszczenia zajmowane przez obsługę więzienia, trudno byłoby zmieścić w nim 365 więźniów. Zagadnienie to wymaga dalszych badań, w celu ustalenia prawdziwej liczby zamordowanych na Kalkówce.

Pomniku - Mauzoleum na Kalkówce

Na koniec warto wspomnieć o Pomniku - Mauzoleum na Kalkówce. Powstał z inicjatywy Towarzystwa Miłośników Ziemi Mławskiej.

W 1965 roku powołany zastał Powiatowy Komitet Budowy Pomnika na Kalkówce. W jego składzie znaleźli się przedstawiciele lokalnych władz, ZBOWiD-u organizacji społecznych i oczywiście Towarzystwa.

Odsłonięcie Pomnika -Mauzoleum miało miejsce 9 września 1967 roku w ramach obchodów 28. rocznicy Bitwy pod Mławą.

Wśród licznie przybyłych przedstawicieli władz państwowych i lokalnych oraz tysięcy mieszkańców Mławy, obecny był na uroczystości Czesław Arabucki - jedyny uratowany z pogromu.

Uroczystość miała podniosły charakter. Minister Janusz Wieczorek – przewodniczący Rady Ochrony Miejsc Walk i Męczeństwa, zgodnie z duchem czasu, potępił niemiecki rewizjonizm i agresywną politykę państw imperialistycznych.

W czasach PRL, na słupach symbolizujących rozstrzelanych, umieszczona była data 18 I 1945, nawiązująca do wyzwolenia Mławy przez Armię Czerwoną.
W suwerennej Polsce umieszczono prawidłową datę dzienną 17 I 1945.
Dr Leszek Arent, wiceprezes Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Mławskiej.




Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB