Piątek, 27 stycznia 2023. Imieniny Anieli, Juliana, Przemysława

Boże Narodzenie w dawnych wiekach

2022-12-26 12:00:00 (ost. akt: 2022-12-26 12:21:59)

Autor zdjęcia: pixabay.com

Podziel się:

Boże Narodzenie jest drugim obok Wielkanocy najważniejszym świętem w religii chrześcijańskiej obchodzonym w dniach 25 – 26 grudnia. Świętowanie Narodzenia Pańskiego rozpoczyna się dzień wcześniej, po zmroku 24 grudnia w Wigilię Bożego Narodzenia.

Boże Narodzenie w tradycji ludowej nazywano „Godami” – od święta godowego lub tzw. szczodrych godów, zwanych także Szczodruszką. Gody pogańscy Słowienie obchodzili w związku z przesileniem zimowym, rozpoczynającym nowy rok słoneczny.

Zwycięstwo światła nad ciemnością

Świętowano zwycięstwo światła nad ciemnością, czyli przybywanie dnia a ubywanie nocy. Barbara Ogrodowska w książce „Święta polskie” pisze, że nazwa godów pochodzi od zaślubin starego i nowego roku oraz dnia i nocy, ponieważ w tym czasie nastąpiło przesilenie zimowe. W czasie szczodrych godów istniał zwyczaj obdarzania dzieci upominkami oraz kolędowania.

U Słowian przesilenie zimowe poświęcone było również duchom zamarłych przodków. Aby ich dusze mogły się ogrzać, palono na cmentarzach ogniska i organizowano rytualne uczty. Efektem tego zwyczaju pozostało dodatkowe nakrycie przy stole wigilijnym, nie dla duszy zmarłego, ale niespodziewanego gościa.

Kiedy zostało ustanowione święto upamiętniające narodzenie Jezusa Chrystusa?
Określenie czasu powstania święta i umieszczenia go w kalendarzu liturgicznym, jest ciągle kwestią otwartą i dyskutowaną przez uczonych, badających tę problematykę.

W oparciu o dostępne źródła prawdopodobnie święto wprowadzono w Cesarstwie Rzymskim w IV lub jeszcze pod koniec III wieku naszej ery. Pierwsza wzmianka o świecie Bożego Narodzenia, obchodzonym 25 grudnia pochodzi z 354 roku.

Przedtem prawdopodobnie dzień narodzin Jezusa obchodzono 6 stycznia, a dzień 25 grudnia ustanowiono jako przeciwwagę do pogańskiego święta słońca.

Głównym świętem była niedziela

Przez pierwsze trzy wieki istnienia chrześcijaństwa, według nauczania Kościoła powszechnego, pierwszym i głównym świętem była niedziela, jako wspomnienie misterium paschalnego. Od II wieku obchodzono święto poświęcone śmierci i zmartwychwstaniu Chrystusa – Wielkanoc. Boże Narodzenie jako święto zaczęto obchodzić w połowie IV wieku .

Potwierdza to wzmianka o publicznej celebracji, znajdująca się w dziele Chronograf z 354 roku. Nie jest wykluczone, że święto Bożego Narodzenia mogło zostać wprowadzone przez Kościół po zwycięstwie cesarza Konstantyna Wielkiego nad Maksencjuszem w 312 roku lub nad Licyniuszem w 324 roku.

Zapewne liturgiczne obchodzenie święta Bożego Narodzenia ugruntowało się po przyjęciu dogmatu o bóstwie Jezusa Chrystusa, ogłoszonego przez sobór nicejski w 325 roku. Stopniowo rozprzestrzeniło się w cesarstwie zachodnim. Również celebracja tego święta została zaakceptowana w cesarstwie wschodnim.

Było hucznie i wesoło

W średniowieczu Święta Bożego Narodzenia obchodzono niezwykle hucznie i wesoło. Trwały dwanaście dni i zaczynały się 25 grudnia, a więc nie obchodzono wigilii; ten dzień był dniem normalnej pracy.

Święta Bożego Narodzenia były okazją do organizowania wystawnych uczt, w zależności od zamożności danej rodziny. Oczywiście prym w wystawnym ucztowaniu wiedli wielcy władcy. Jak zanotowali kronikarze król Henryk VIII angielski, znany z megalomanii, na święta zapraszał ponad stu rycerzy; żeby wykarmić gości zabijano nawet sześćset wołów.

Nie wszyscy mogli sobie na taki zbytek pozwolić. Od XVII wieku zaczęła się kształtować tradycja, która przetrwała do dziś, jako święta radosnego, ale też pełnego zadumy nad przemijaniem życia, śmiercią i zbawieniem.

Przy okazji trzeba pamiętać, że w dawnej Rzeczypospolitej nie wszyscy obchodzili Święta Bożego Narodzenia w tym samym dniu. W Kościele prawosławnym, w innych kościołach wschodnich, w których czas mierzony jest według kalendarza juliańskiego, dzień 25 grudnia przypadał na 7 stycznia.

Adwent

Nim jednak doszło do wieczoru wigilijnego przez 4 tygodnie obowiązywał adwent, czyli czas oczekiwania na ponowne przyjście Chrystusa, czas ciszy i spokoju, postu i nabożeństwa . Jak podaje Jan Stanisław Bystroń w obyczajach staropolskich w XVI i XVIII wieku „Gwarne zazwyczaj życie domowe i sąsiedzkie stawało się na przeciąg kilku tygodni przyciszone, poważne, bardziej niż zazwyczaj pobożne. Zbliżały się wielkie święta godne, których należało oczekiwać w skupieniu i modlitwie; Kościół katolicki nakładał długie posty”.

Wraz z końcem adwentu „okres skupienia i ciszy kończył się z nadejściem świąt Bożego Narodzenia; zmieniał się nastrój” - napisał Stanisław Bystroń. Na czym polegała zmiana „…dom zamknięty i spokojny otwierał się nagle, jaśniał świąteczna radością, przyjmował gości, rozbrzmiewał wesołą kolędą; na miejsce postnych potraw stawiano obfite i smakowite, różnorodne wymyślne jadło świąteczne; zaczynał się długotrwały okres zabaw, przedstawień, tańców przedłużający się następnie w mięsopusty. Jeżeli jeszcze spadł śnieg to i o gości nie było trudno, o gwarne wyjazdy w sąsiedztwo, kuligi; słowem święta radości, święta rodziny i sąsiedztwa, święta dzieci i służby, wielkie godne święta”.

Święta Bożego Narodzenia zaczynają się od dnia poprzedzającego, czyli od Wigilii, zwanej popularnie w Polsce Gwiazdką. W dniu tym zgodnie z tradycją obowiązywał post bezmięsny a nawet w niektórych rejonach ścisły, obecnie przez Kościół jest tylko zalecany. Punktem kulminacyjnym Wigilii jest uroczysta kolacja, zaczynająca się po pojawieniu na niebie pierwszej gwiazdki.

Wigilia Bożego Narodzenia

Wigilia Bożego Narodzenia była wielką uroczystością – napisał we wspomnieniach Julian Ursyn Niemcewicz.
„Dnia tego po całej może Polsce był jednakowy obiad. Trzy zupy, migdałowa z rodzynkami, barszcz z uszkami, grzybami i śledziem, kaucja dla służących, krążki z chrzanem, karp do podlewy, szczupak z szfranem, placuszki z makiem i miodem, okonie z posiekanymi jajami i oliwą itd. Obrus koniecznie musiał być na sianie, w czterech kątach izby jadalnej stały cztery snopy jakiegoś nie zmłóconego zboża”. Po ukazaniu się pierwszej gwiazdki zaczynano uroczystą wieczerzę. Czy to w dworach szlacheckich czy wiejskich chałupach, wszyscy uczestnicy odmawiali modlitwę „Ojcze Nasz” i „Zdrowaś Maryjo”.

Po modlitwie gospodarz, jako głowa rodziny żegnał krzyżem opłatek i z żoną podchodzili z nim składali sobie życzenia, nawet przełamywali się ze służbą, mówiąc tradycyjną formułkę, jak zaklęcie „Bodajbyśmy na przyszły rok łamali go z sobą”.

Jak przebiegała wigilia na wsi w XIX wieku? Jej przebieg przedstawił Władysław Reymont w powieści „Chłopi”. Wieczór wigilijny w Lipcach, w domu Macieja Boryny zaczynał się w tradycyjny sposób, kiedy wszyscy: „Weszli do domu i zaraz też obsiedli wysoką i długą ławę.

Siadł Boryna najpierwszy, siadła Dominikowa z synami, bo się dołożyła, aby razem wieczerzać, siadł Rocho, w pośrodku, siadł Pietrek, siadł Witek kole Józki, tylko Jagusia przysiadała na krótko, bo trzeba było o jadle i przykładaniu pamiętać.

Uroczysta cichość zaległa izbę.
Boryna się przeżegnał i podzielił opłatek pomiędzy wszystkich, pojedli go ze czcią, kieby ten chleb Pański.

- Chrystus się w onej godzinie narodził, to niech każde stworzenie krzepi się tym chlebem świętym! - powiedział Rocho.
A chociaż głodni byli, boć to dzień cały o suchym chlebie, a pojadali wolno i godnie.

Najpierw był buraczany kwas, gotowany na grzybach z ziemniakami całymi, a potem przyszły śledzie w mące obtaczane i smażone w oleju konopnym, później zaś pszenne kluski z makiem, a potem szła kapusta z grzybami, olejem również omaszczona, a na ostatek podała Jagusia przysmak prawdziwy, bo racuszki z gryczanej mąki z miodem zatarte i w makowym oleju uprużone, a przegryzali to wszystko prostym chlebem, bo placka ni strucli, że z mlekiem i masłem były, nie godziło się jeść dnia tego.

Jedli długo i mało kiedy jeśli tam które rzekło jakie słowo, więc ino skrzybot łyżek o wręby się rozlegał i mlaskanie - tylko Boryna raz po raz rwał się pomagać Jagusi a wyręczać, aż go stara skarciła
- Siedźcie, nic się jej nie stanie, daleko jeszcze do czasu, a pierwsze święta na swojem, to niechaj się wkłada !...

Ale Łapa skomlał z cicha, trykał łbem o zady, łasił się a przypochlebiał, by mu prędzej dali, a bociek, któren miał swoje miejsce w sieni, to często gęsto kuł dziobem w ścianę, to klekotał, aż się kury odzywały na grzędach.
Nie skończyli jeszcze, gdy ktosik zapukał do okna.

- Nie puszczać i nie obzierać się, to złe, wciśnie się i na cały rok ostanie! - wykrzyknęła Dominikowa.
Opuścili łyżki i słuchali strwożeni, pukanie znowu się ponowiło.
- Kubowa dusza! - szepnęła Józka.
- Nie pleć, ktosik potrzebujący; w ten dzień nikto nie powinien być głodny ni ostawać bez dachu - odezwał się Roch podnosząc się drzwi otwierać”
.

Zjawiska nadprzyrodzone

W Polsce, ale również w Czechach i na Ukrainie wierzono, że w dzień wigilijny występują zjawiska nadprzyrodzone. Na wsiach kultywowano zwyczaje „ucztowania ze zmarłymi”. Ponadto powszechna była wiara, że zwierzęta biorą udział w uczcie wigilijnej.

Zapewne był to zwyczaj wywodzący się z pogańskiego święta. Wynoszono więc resztki jedzenia z kolacji wigilijnej i zanoszono do stajni i obór: tam karmiono resztkami bydło i konie. Ziarno rozsypane na stole rzucano kurom, żeby się lepiej niosły.

Zdarzały się przypadki, że koniom i krowom wraz z jadłem podawano pokruszony opłatek. Nie dość na tym. Do ucztowania wigilijnego zapraszano również dziką zwierzynę, wilki z lasu, jelenie i sarny a nawet wróble. Wynoszono przed dom niektóre potrawy i rzucano przed siebie. W Wielkopolsce, na wsiach w wieczór wigilijny, gospodarze wychodzili przed domy i rzucali groch o ścianę wołając „wilku, wilku chodź do grochy; jak nie przyjdzies, to nie przychodź aż do siego roku".

Tak więc starano się, żeby w tym dniu nikogo nie pominąć. Wierzono bowiem, że jest to dzień nadzwyczajny, że cała przyroda odczuwa przyjście na świat Zbawiciela. Niezachwiana była wiara, że w dniu wigilijnym zwierzęta między sobą mówią ludzkim głosem, że woda zmienia się w wino, a wróżby stawiane w tym dniu sprawdzają się. Ten nadzwyczajny dzień doskonale nadawał się do wróżb. Wróżono dużo w różny sposób, próbując odgadnąć to, co może wydarzyć się w ciągu roku.

Młodzież płatała figle

Wigilia była nie tylko dniem, w którym przenikał się świat zmarłych ze światem żywych, ale też czasem radosnym dniem, w którym głównie młodzież płatała figle. Na wsiach już od samego rana parobkowie chowali gospodarzom różne przedmioty i narzędzia, wieczorami wynoszono wozy, zatykano kominy.

Z radosnym obchodzeniem Wigilii było związane tzw. kolędowanie. Po uczcie wigilijnej do domów i chałup przychodzili kolędnicy z życzeniami pomyślności w nowym roku. Przebierano się głównie za postacie nawiązujące do tradycji biblijnej: za Trzech Króli lub króla Heroda, ale również za diabły, dziadów, Cyganów i Żydów. Na wsiach we wschodniej Polsce istniał zwyczaj obdarowywania spotkanych po drodze biedaków.

Początki choinki

W okresie staropolskim nie była znana, powszechnie dzisiaj używana choinka, przystrojona w różne ozdoby. Zwyczaj ustawiania drzewka w pokoju przyjął się na początku XIX wieku i to tylko w środowisku mieszczańskim i inteligenckim pochodzenia niemieckiego, głównie wśród ewangelików. Zwyczaj ten został powszechnie zaakceptowany pod koniec wieku XIX i przetrwał do dnia dzisiejszego. Dzisiaj bez choinki święta Bożego Narodzenia trudno sobie wyobrazić.

W XVIII wieku na Pomorzu, zapewne pod wpływem niemieckim, znany był zwyczaj zdobienia różnymi świecidełkami i malowania rózg, które dawano dzieciom chodzącym po kolędzie. Rózgi nazywane były „Panna Brzozowska”.
Czyżby z przystrajania drzewek narodził się pomysł ustawiania w domach choinek?

Przesądy świąteczne

Pierwszy dzień Bożego Narodzenia był dniem, w którym wstrzymywano się od wszystkich prac, poza koniecznymi. Nie wolno było sprzątać, zamiatać, rąbać drew, przynosić wody ze studni. Nie gotowano nic w tym dniu, jedzono tylko potrawy z dnia poprzedniego i potrawy wcześniej przygotowane.

Dni świąteczne przeznaczone były na towarzyskie zabawy i ucztowanie, a świętowano je hucznie, jedzono dużo i zachowywano się głośno.

W czasie świąt obdarowywano się prezentami. Cytowany wcześniej Stanisław Bystroń tak wyjaśniał pochodzenie kolędy: „Rozsyłano też w ten dzień dary, co potem na Wilie lub na Nowy Rok przeszło; nazywano to kolędą.

Jedni dary rozsyłali, inni znów przymawiali się o nie; weszło w zwyczaj, że parobcy wiejscy, organiści, bakałarze bardzo powszechnie także i księża chodzili od chaty do chaty, poczynając, rzecz prosta od dworu, i zbierali kolędę.

Młodzież wiejska śpiewała przy tym pieśni, zazwyczaj stare, często mało już zrozumiałe, ale oprócz nich śpiewała też wierszowane życzenie pod adresem poszczególnych członków rodziny; księża i klechy zbierali ową kolędę jako rodzaj zwyczajowego podatku”.

Tłumnie na nabożeństwo

Święta Bożego Narodzenia nie mogły obejść się bez uczestniczenia w nabożeństwie. W tym dniu nabożeństwa były „tłumne, gwarne i wesołe; pobożni śpiewali kolędy, a ksiądz w kazaniu roztaczał barokowo-fikcyjną pomysłowość, przemawiał wzniośle i rubasznie, zabawiał i wzruszał. Przez czas pewien bawiono się w kazaniach słownym rozdawaniem kolędy, co w drugiej połowie XVIII wieku stało się staromodnym” - napisał Jan Stanisław Bystroń.

Drugi dzień świąt
poświęcony był pierwszemu męczennikowi za wiarę chrześcijańską – św. Szczepanowi. Związany był ze zwyczajem obsypywania się wzajemnie owsem. Zazwyczaj praktykowano przed kościołem ale też w jego wnętrzu.

Jak napisał ks. Jędrzej Kitowicz w „Opisie obyczajów za panowania Augusta III” zwyczaj ten na Rusi przybrał wyjątkowe rozmiary „że sypano na księdza owies, a on go potem zbierał jako swoją własność, zdarzało się jednak, że czasem i czymś twardszym dostał, gdy miał niechętnych lub nierozsądnych parafian”.

Owies był w kościołach święcony, ponieważ miał tę własność, że rosnąc na polu każde ziarno mogło być widziane oddzielnie. Porównywano jego ziarna do cnót św. Szczepana. Poświęcone ziarna owsa używano następnie do siewu i dodawano do karmy bydłu. Wierzono, że będą się zdrowo chowały i plony będą obfite.

Bez jasełek ani rusz

Nieodzownym elementem świąt Bożego Narodzenia były jasełka. Początkowo prawdopodobnie bernardyni wystawiali w jednej z izb klasztornych kołyskę z dzieciątkiem, przystrojoną kwiatami przy której śpiewano pieśni. Zwyczaj ten został przeniesiony do kościołów i jest obecny do dzisiaj.

Ksiądz Jędrzej Kitowicz o jasełkach tak napisał: „Mamy wiadomość z Ewangelii, że Chrystus, narodzony w stajni, złożony był praesepio. Praesepio znaczy w polskiej mowie żłób. Jasła zaś zowią się zagrody pod żłobem, gdzie słomę na pościel pod konie służący kładą; mówią się też jasła, kiedy w oborach, w których bydło stawa, nie masz żłobów, tylko w takie zagrody, z deseczek zrobione, kładą dla bydła słomę i sypią sieczkę.

Ten co pierwszy jasełka wymyślił, o których niżej będę pisał, rozumiał, że żłób i jasła są imiona jednę rzecz znaczące, tę samę, co słowo łacińskie traespere, przeto lalkom swoim i fraszkom dziecinnym, którymi wyrażał Narodzenie Chrystusowe, nadał imię jasełka. Które kiedy nastały do Polski, nie wiem, jak jednak pamięcią zasięgam, we wszystkich kościołach były używane”.

Jak wyglądały jasełka w okresie staropolskim?
Ksiądz Jędrzej Kitowicz plastycznie je opisał: „Pomienione jasełka były to nieruchomości małe, ustawione w jakimś kącie kościoła, sobą nie zastawując do odprawiania mszy świętej wolną. Była to w środku szopka mała na czterech słupkach, daszek słomiany mająca, wielkości na wszerz, dłuż i na wyż łokciowej; pod tą szopą zrobiony był żłobek, a czasem kolebka wielkości ćwierćłokciowej; w tej lub w tym osóbka Pana Jezusa z wosku albo z papieru klejonego[…]. Przy żłobku z jednej strony wół i osieł z takejże materii jak i osóbka Pana Jezusa ulane lub utworzone, klęczące i puchaniem swoim Dziecię Jezusa ogrzewające, z drugiej strony Maria i Józef stojący przy kolebce w postaci nachylonej, afekt natężonego kochania i podziwiania wyrażający”.

Większość zwyczajów związanych z obchodzeniem świat Bożego Narodzenia przestała być obecna albo pozostała w zmienionym charakterze. Dziś już nikomu nie przyszłoby do głowy obsypywać księdza owsem, kolędę odprawiają duchowni jako wizytę domową a malowanie okiem farbą, i różne inne psoty, jeszcze pięćdziesiąt lat temu obecne, zaniknęły.
Dr Leszek Arent, wiceprezes Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Mławskiej


Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB