Sobota, 13 kwietnia 2024. Imieniny Artemona, Justyny, Przemysławy

Radzanów. Mieszkańcy nie chcą wielkich chlewni przy domach

2016-04-24 19:08:57 (ost. akt: 2016-04-24 19:10:43)
Protestujący mieszkańcy Gradzanowa Zbęskiego na rozprawie w sprawie chlewni

Protestujący mieszkańcy Gradzanowa Zbęskiego na rozprawie w sprawie chlewni

Autor zdjęcia: Iwona Łazowa

Podziel się:

Mieszkańcy Gradzanowa Zbęskiego sprzeciwiają się budowie wielkich chlewni w pobliżu ich domów. Dali temu wyraz 15 kwietnia podczas rozprawy administracyjnej dotyczącej jednej z inwestycji. Dyskusja przeradzała się w kłótnię. Puszczały nerwy, bo tuczników może być nawet 12 tys. sztuk.

Rozprawa administracyjna w Gminnym Ośrodku Kultury w Radzanowie dotyczyła dwóch chlewni w Gradzanowie Włościańskim z obsadą w sumie 2000 tuczników. Obiekty mają powstać w odległości około 200 (według właścicielki posesji) – 300 (według inwestora) metrów od najbliższej posesji w Gradzanowie Zbęskim. W dodatku hodowlę w Gradzanowie Włościańskim (na około 10 tys. tuczników) planuje też inny inwestor. Jeśli inwestycje dojdą do skutku, to w jednej miejscowości będzie około 12 tys. tuczników.

Obawiają
się odorów

Zaniepokojeni mieszkańcy licznie przybyli na rozprawę w sprawie 2000 tuczników. - Rozmawiajmy - zadeklarowały strony. Na sali chwilami było tak głośno, że protokolantka prosiła o spokój, bo trudno było notować. Początkowo inwestor usiłował przekonywać, że chlewnie nie będą przeszkadzać mieszkańcom Gradzanowa Zbędskiego. - To są budynki zaopatrzone w nowoczesne rozwiązania. Nie czuje się niczego. Tu nie ma takich obiektów. Mogę was zawieść, zobaczycie, co to jest. Gnojowica nie będzie przeciekać ze zbiorników – zapewniał inwestor. - To są bajki, co pan opowiada – oświadczyła jedna z kobiet. - Do czego będą służyć wentylatory – zapytała jedna z kobiet. - Do wymiany powietrza – odpowiedział inwestor. - To jak nie będzie czuć – skwitowała kobieta, która obawia się odoru. Już teraz go czuć z licznych kurników. Ktoś zwrócił uwagę, że czuć zapachy z gospodarstwa, które prowadzi inwestor. - Obornik na płycie gnojowej to już inna bajka – ten odpowiedział. Przekonywał, że przykre zapachy na wsi to norma. - Nie porównujmy małych gospodarstw do inwestycji na przemysłową skalę – odpowiedzieli mieszkańcy.

To nie gospodarstwo,
ale wielki biznes

Mieszkańcy wskazywali też na możliwy spadek wartości ich działek. - Dzieci chciały się do mnie przeprowadzić. Jest multum kurników, postawicie chlewnie. W tej chwili mówią „Mamo, do czego my tu wrócimy”. Nadejdzie taki moment, że będę chciała sprzedać dom. Podejrzewam, że kupca nie znajdę - żaliła się jedna z kobiet. Inna kobieta miała pretensje, że nie uprzedzono o takiej inwestycji. - Zbudowałam dom i jeszcze nie zdążyłam się do niego wprowadzić. Gdybym wiedziała, że niedaleko powstanie chlewnia, to bym tam go nie stawiała. Ja przecież okna nie otworzę. Inwestorzy twierdzą, że planują gospodarstwo. To nie jest gospodarstwo, ale wielki biznes. Teraz mieszkam koło gospodarzy i mi to nie przeszkadza – stwierdziła pani Joanna. Niepokoją się też o zdrowie. - Proszę zobaczyć ile leków wykupiłem dla żony – jeden z mężczyzn zademonstrował torbę pełną specyfików. Obawiał się pogorszenia stanu zdrowia na skutek inwestycji. Sytuację zaogniło oświadczenie inwestora, że chlewnie na 2000 sztuk i tak zbuduje.

Apelowali o zmianę
lokalizacji

Prawniczka i mieszkańcy apelowali do inwestora o zmianę lokalizacji inwestycji. Do ugody nie doszło. Na koniec wójt sugerował, że wyda decyzję negatywną. Podstawą do decyzji odmownej może być choćby to, że inwestor nie wskazał alternatywnego wariantu lokalizacji. Wójt nie dał jednak nadziei na blokadę budowy. Inwestorzy zwykle wygrywają na drodze odwoławczej, bo takie jest prawo. Jego zdaniem konfliktom winne są władze państwa, które przez dziesiątki lat nie uregulowały prawa. Teraz mieszkańcy i inwestor czekają, co zdecyduje wójt. Iwona Łazowa

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB