Sobota, 25 stycznia 2020. Imieniny Miłosza, Pawła, Tatiany

Jacko z Zacisza: Bycie rycerzem wymaga poświęceń

2020-01-11 12:00:00 (ost. akt: 2020-01-10 11:26:09)

Podziel się:

Jacek Mianowski jest pasowanym rycerzem, który bierze aktywny udział w rekonstrukcjach historycznych oraz propaguje nasze dziedzictwo. Ceni sobie takie wartości jak szacunek i honor. Oprócz tego interesuje się muzyką i fotografią.

- Dlaczego nazywają Cię Małym Rycerzem?

Myślę, że ten pseudonim nawiązuje do sławnego Pana Wołodyjowskiego, który też był niskiego wzrostu. Cechował się sławą wojenną jako świetny szermierz i szanowany pułkownik. Kilka lat temu w Galerii „13 ”miałem pierwszą wystawę fotograficzną organizowaną przez Janusza Dębskiego, gdzie wystawiałem swoje pierwsze prace fotograficzne o tematyce „Makro Fotografia”. Podczas tej wystawy moi znajomi zaśpiewali na moją cześć piosenkę z filmu „Pan Wołodyjowski”. Taka nazwa może wywodzić się również z tego, że niektórzy mówią, iż jestem człowiekiem renesansu o wielu pasjach. Być może nazywają mnie też Małym Rycerzem przez to, że jestem chyba jedynym rycerzem pasowanym w Mławie.

- Od najmłodszych lat interesujesz się muzyką. Jaką rolę odgrywa ona w Twoim życiu?

Muzyka jest moją pasją, ale i talentem od dzieciństwa. Słuch muzyczny umożliwił mi granie na różnych instrumentach. Od akordeonu, keyboardu poprzez granie na fleciku na imprezach historycznych, kończąc na gitarze akustycznej i elektrycznej. Obecnie gram swoje kompozycje poezji śpiewanej w duecie z Jarkiem Aftyką, no i oczywiście jako gitara prowadząca w zespole „Miasto Wewnętrzne”.


- Jesteś współzałożycielem i członkiem grupy muzycznej „Parafraza”. Jaką muzykę tworzycie i gracie?
Kiedyś „Parafraza”, a dziś „Miasto Wewnętrzne”. Tak, jestem założycielem grupy. Na początku, kiedy zaczęliśmy się spotykać w trójkę z Bartkiem Pawłowskim i Piotrem Słowikowskim, była to kontynuacja poezji śpiewanej, tylko w innym stylu muzycznym. Dziś gramy tzw. rock alternatywny. Po dwóch latach naszego wspólnego grania dołączył gitarzysta Michał Kowalski, a w tamtym roku również utalentowana basistka Julia Przybysz.

- Twoje sukcesy muzyczne to....
Moje sukcesy muzyczne to wydanie płyty solowej poezji śpiewanej, potem wydanie płyty z zespołem „Miasto Wewnętrzne”. Jednak największy sukces z zespołem to zajęcie II miejsca na mławskich Rockowaniach w 2017 roku.

- Kto jest Twoim muzycznym idolem, wzorem?
Moim muzycznym idolem od najmłodszych lat był król popu Michael Jackson. Jednak były momenty, gdy moje upodobania muzyczne się zmieniały i słuchałem różnej muzyki - od muzyki poważnej Johana Straussa po ZZTop, Def Leppard. Teraz słucham dużo muzyki Country, Popu, no i oczywiście swojego zespołu .

- Tworzysz słowo pisane, jak wygląda Twój dorobek w tej dziedzinie?
Kiedyś próbowałem coś tworzyć do szuflady, ale stwierdziłem, że to nie jest moja dziedzina i nie mam do tego talentu. Na mojej płycie solowej są dwa utwory z moim tekstem, ale to wszystko.

- Jako Jacko z Zacisza, bierzesz udział w widowiskach historycznych i rekonstrukcjach. Skąd ta pasja?
Moja pasja wzięła się z tego, że kiedyś, kiedy powstawał ruch rycerski i organizowano inscenizacje, jeździłem co roku na bitwę grunwaldzką. Moim marzeniem było zostać rycerzem. W niedługim czasie je zrealizowałem i w 2007 r. założyłem bractwo rycerskie wspólnie z przyjaciółmi, którzy już wcześniej brali udział w inscenizacji. Rycerstwo to moje drugie życie, które pozwala mi na poznawanie ciekawych ludzi, równie historycznie zakręconych i spędzanie fantastycznego czasu w klimacie czasów średniowiecznych.

- Które z nich (widowisk, rekonstrukcji) wspominasz najlepiej?
Jest taki wyjątkowy czas w roku, na który czeka się z utęsknieniem. Ten czas to właśnie inscenizacja bitwy pod Grunwaldem, kiedy jadę obozować, spotkać się z przyjaciółmi i znajomymi z całej Polski. Drugim takim ważnym wydarzeniem jest dla mnie oblężenie Malborka zaraz tydzień po bitwie grunwaldzkiej. Co prawda to już trochę inny klimat niż na Grunwaldzie i mniej ludzi, ale samo przebywanie na podzamczu oraz zwiedzanie samego zamku w Malborku robi wrażenie, nie mówiąc już o samej inscenizacji oblężenia zamku.

- Byłeś pasowany na rycerza, jak wspominasz to wydarzenie?
Pasowanie na rycerza to niesamowite wydarzenie w życiu. To wydarzenie, które pozwala wcielić się w obyczaj tamtych czasów i poczuć na własnej skórze jak to jest być rycerzem pasowanym, dostąpić tego wyjątkowego zaszczytu i poczuć splendor z nim związany. Ceremonia pasowania odbyła się w kościele św. Tomasza w Nowym Mieście Lubawskim, ale wprzódy dostąpiłem samego pasowania, musiałem „odpokutować za grzechy”, leżąc w koszuli na gołej kościelnej posadzce. Dopiero potem mój giermek Michał Marona z działdowskiego bractwa rycerskiego pomógł mi się ubrać i założyć zbroję wraz z poświęconym pasem i mieczem do ceremonii pasowania.
Dla mnie to było coś wyjątkowego i w pewnym sensie było dopełnieniem mojego zaangażowania w ruchu rycerskim, spełnieniem marzenia, aby znaleźć się w gronie tych rycerzy, których Kapituła Rycerstwa Polskiego wybrała, by dostąpili tego tytułu. Na ten niezwykły zaszczyt, jakim było pasowanie mnie na rycerza, musiałem zamówić u płatnerza zbroję pełnopłytową, pas rycerski z mieczem, który był poświęcony podczas pasowania oraz tunikę z herbem rodowym. Pasował mnie zacny rycerz i dowódca Chorągwi Golubsko-Toruńskiej jegomość Andrzej Stasiński.

- Co Ci się podoba w byciu rycerzem, co chcesz w ten sposób przekazać?
Bycie rycerzem to poczucie, że jest się wartościowym człowiekiem i że sam się nie wybrałeś do tak zaszczytnego tytułu. Trzeba na niego zasłużyć pracą na rzecz ruchu rycerskiego, być aktywnym historycznie, propagować historię i nasze dziedzictwo. Ja zaczynałem jako łucznik, szyftarz, potem bard, kusznik, artylerzysta, aż w końcu pasowano mnie na rycerza. Poprzez swój stan rycerski chciałbym przekazać te najlepsze wartości rycerskie, aby z sercem podchodzić do drugiego człowieka, zachowywać się honorowo i zawsze z podniesioną głową i przyłbicą iść przez życie.

- Pasjonujesz się również wędkarstwem. Dlaczego?
Wędkarstwo jest cudowną pasją, która daje wielką radość w bliskości z naturą i niesamowite emocje, kiedy holuje się ryby.


- Jakie są Twoje sukcesy w tej dziedzinie?
W mojej karierze wędkarskiej trafiło się kilka fajnych ryb, brałem też udział w zimowych zawodach na Zalewie „Ruda”, gdzie zająłem 6-te miejsce.

- Największa ryba...
To szczupak o długości 100 cm i ciężarze 7.80kg.

- Co daje ci wędkarstwo?
Wędkarstwo jest pasją, która pozwala na wypoczynek nad wodą, kontakt z naturą, bycie na świeżym powietrzu i spotkania towarzyskie z kolegami wędkarzami. Jest to świetny czas, żeby oderwać się od codzienności życia i pooddychać świeżym powietrzem. Moją ulubioną metodą wędkowania jest wędkarstwo spinningowe i spławikowe.

- Interesujesz się też fotografią. Co Cię w niej pociąga?
W moim przypadku fotografia zrodziła się wtedy, kiedy zacząłem interesować się fotografowaniem makro natury, czyli próbowałem uchwycić w powiększeniu to, czego nie widać dobrze gołym okiem.

- Najlepsze zrobione przez Ciebie zdjęcie?
Najlepsze zrobione przede mnie zdjęcie to takie, które ukazuje makro ujęcie robaczka, w którym na osłonce chitynowej osłaniającej skrzydełka odbił się zarys mojej postaci podczas robienia zdjęcia.

- Widać, że jesteś człowiekiem o wielu pasjach, czym jeszcze się interesujesz?
Moją nową pasją od kilku lat są militaria i historia II wojny światowej, a w szczególności historia mławskich umocnień obronnych. Jako rekonstruktor posiadam mundur żołnierza września wzór 37 i pneumatyczne repliki broni ręcznej używane podczas wojny na różnych frontach. Posiadam również strzelnicę polową i jeżdżę z nią na różne imprezy militarne powiązane z inscenizacją II WŚ. Ostatnio wstąpiłem w szeregi grupy nieformalnej „Mława Miasto Zabytkowe”, w której działam jako pasjonat historii. W przyszłości chciałbym zostać historycznym przewodnikiem po linii schronów obrony mławskiej.

A moją najnowszą pasją jest bycie fit. Wiadomo, że zbroja trochę waży i żeby mieć kondycję oraz siłę ją nosić, trzeba nad tym popracować. Już 10 miesięcy uczęszczam na treningi do fajnie wyposażonej siłowni „West Site”. Poznałem wspaniałego trenera, jakim jest Dawid Kopczyński, który świetnie motywuje do pracy nad sobą. Jest to pasja, która znakomicie wpływa na zdrowie. Daje mi ona także możliwość poznania fajnych ludzi, równie zakręconych sportowo. Preferuję zdrowy tryb życia i oprócz tego, że uczęszczam na siłownię, regularnie pływam w mławskim basenie, a w sezonie letnim jeżdżę rowerem. Próbuję zarażać tym znajomych i namawiam ich do aktywnego trybu życia.

- Jak łączysz wszystkie swoje pasje?
Jak łączę pasje? Hmm myślę, że po prostu każda moja pasja wymaga odpowiedniego czasu w roku. Wiadomo, że Grunwald i Malbork w lipcu, imprezy militarne w sierpniu i wrześniu. Staram się wędkować w tygodniu, do tego próby muzyczne i siłownia. Ważna jest organizacja dnia i przygotowanie do imprez historycznych.

- Jesteś absolwentem mławskiego Ekonomika, jak wspominasz czasy szkoły, studniówkę?
Szkołę wspominam dobrze, chociaż nie utrwaliły mi się jakieś szczególne wspomnienia.

- Bycie rycerzem zobowiązuje do przestrzegania pewnego kodeksu. Czy ma on zastosowanie w dzisiejszych czasach?
Bycie rycerzem wiąże się z kodeksem rycerskim, który mówi o honorze i obyczajach rycerskich. Myślę, że niektóre wersy z kodeksu warto wdrożyć w życie współczesne. Poprzez wartości rycerskie można postrzegać świat i ludzi z lepszej perspektywy. Szacunek do siebie i do ludzi, którymi się otaczamy, jest dla mnie bardzo ważny. Kiedy odnosimy się do ludzi z sympatią, przeważnie otrzymujemy ją z powrotem. Przyjaźń i sympatia tak wielu ludzi, których poznałem, jest wielkim bogactwem, którego nie da się kupić. Tak więc Ja Rycerz Ziemi Zawkrzeńskiej, Rycerz Chorągwi Ziemi Łęczyckiej oraz Bractwa Rycerskiego „RAVA” pozdrawiam wszystkich czytelników i rycerskie ukłony ślę.


Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB