Niedziela, 26 stycznia 2020. Imieniny Lutosława, Normy, Pauliny

"Ludzie przychodzą do mnie z różnymi problemami". Rozmowa z posłanką Anną Cicholską

2016-12-23 09:47:01 (ost. akt: 2016-12-23 09:53:01)

Podziel się:

Posłankę Prawa i Sprawiedliwości Annę Cicholską nasi czytelnicy zapewne widują w Mławie regularnie, m.in. na różnego rodzaju uroczystościach. Jak postrzega nasz region? Z jakimi problemami zgłaszają się do niej mieszkańcy? Co sądzi o reformie oświaty? Odpowiedzi na te i inne pytania poniżej.

Robert Bartosewicz: W mławskim biurze PiS-u regularnie spotyka się Pani z mieszkańcami naszego powiatu. Z jakimi problemami przede wszystkim przychodzą ludzie?

Anna Cicholska : Ludzie przychodzą do mnie z bardzo różnymi problemami. Często to są osoby bezradne, które w swoich sprawach interweniowały już w różnego rodzaju instytucjach czy urzędach, ale ich problem nie został rozwiązany. Nie wiedzą co dalej robić. Staram się na miarę możliwości próbować rozwiązywać te problemy. W dużej mierze są to sprawy dotyczące zatrudnienia. Przychodzą osoby poszukujące pracy. Wielokrotnie jest tak, że wystarczy tę osobę wysłuchać, wczuć się w jej problemy, doradzić albo skierować do odpowiedniej instytucji. Oczywiście my nie jesteśmy tu od tego, żeby dawać zatrudnienie, ale możemy wesprzeć mieszkańców w sposób, o którym tu mówię. Nawiązałam też współpracę z Powiatowym Urzędem Pracy w Mławie. Czasem, kiedy przyjedzie jakaś osoba poszukująca pracy, to dzwonię do dyrektora i pytam czy nie ma ofert zgodnych z kwalifikacjami i wykształceniem tej osoby. Czasem też w podobnej sprawie dzwonię do największego pracodawcy w powiecie, czyli firmy LG Electronics. W każdym razie, jak widać z tych przypadków, nasze biuro jest potrzebne.

R.B.: Pani poseł, na naszym terenie występują też różne problemy natury społecznej, o których było ostatnio głośno w mediach. Wymienię tu choćby sprawę budowy kładki dla pieszych nad torami w ulicy Kościuszki i sprawę ferm drobiu. Na terenie powiatu odbywały się protesty. Czy możemy liczyć na długo wyczekiwaną tzw. ustawę odorową, która w precyzyjny, przejrzysty sposób ureguluje sprawę budowy kurników?

A.C.: O problemie przejścia przez tory poinformowała mnie radna miasta Halina Pszczółkowska. Od razu nawiązałam w tej sprawie współpracę z burmistrzem Sławomirem Kowalewskim. Odwiedziliśmy Ministerstwo Infrastruktury i dyrekcję PKP. Zaproponowano właśnie kładkę dla pieszych wraz z dwoma windami, i wszystko na to wskazuje, że takie właśnie rozwiązanie zostanie zrealizowane. Większość radnych i mieszkańców wyraziła zgodę na takie rozwiązanie, ale pani Pszczółkowska i część mieszkańców chce, aby tam powstał wiadukt. Myślę, że budowa wiaduktu jest ekonomicznie nieuzasadniona dla samorządu miejskiego. Byłaby to naprawdę bardzo kosztowna inwestycja. Poza tym na takie rozwiązanie zapewne nie wyraziłaby zgody dyrekcja PKP, bo przecież stosunkowo blisko są dwa inne wiadukty. Byłam przy wielu rozmowach na ten temat i okazuje się, że nie ma żadnej zasadności do wybudowania kolejnego wiaduktu w tym miejscu. Myślę, że budowa kładki jest dobrym rozwiązaniem, które ułatwi mieszkańcom życie.

R.B.: A jak wyglądają Pani dziania w sprawie kurników?

A.C.: Sprawa budowy kurników to również poruszający problem dla mieszkańców. Odwiedzili mnie w tej sprawie m.in. mieszkańcy gminy Stupsk wraz z wójtem. Co poseł może w tej kwestii zrobić? Nie możemy oczywiście kurników pozamykać, jakby tego oczekiwali niektórzy. Mamy konkretne przepisy obowiązujące od lat. Samorządowcy wiedzieli gdzie mają powstawać kurniki, były wydawane pozwolenia. Do pewnego czasu nikomu to nie przeszkadzało. Istotnym problemem jest brak miejscowych planów zagospodarowania przestrzennego, które samorządy, zgodnie z obowiązującymi przepisami, powinny mieć. W zasadzie to brak tych planów sprawia, że można budować kolejne kurniki w różnych miejscach, także stosunkowo blisko zabudowań. Z drugiej strony tych planów nie ma, bo wójtowie wiedzą, że plan zakazujący budowy kurników w danym miejscu, wiązałby się również z zakazem prowadzenia innego rodzaju działalności. Oczywiście rozumiem uciążliwości związane z kurnikami, ale przecież fermy drobiu to także duża gałąź naszej gospodarki. Te firmy dają ludziom pracę. Gdzieś te kurniki powinny powstawać, ale ich zagęszczenie rzeczywiście jest za duże. Powinna powstać ustawa, egzekwująca od samorządów tworzenie planów zagospodarowania. Chciałam dodać, że nie ma w Unii Europejskiej państwa, które miałoby ustawę odorową. W tych państwach tę sprawę regulują samorządy i ich plany zagospodarowania.

R. B.: Pani poseł, przejdźmy teraz do tematu pani na pewno bliskiego, czyli oświaty. Planowana przez rząd reforma edukacji, głównie likwidacja gimnazjów wzbudza zaniepokojenie, także w naszej lokalnej społeczności. Ludzie nie do końca wiedzą, czego mają się spodziewać. Obawiają się i rodzice, i nauczyciele. Czy rzeczywiście jest się czego obawiać?

A.C.: Oczywiście jest to temat bardzo szeroki. Jednak mówiąc krótko, uważam, że proponowana reforma przygotowywana przez rząd Prawa i Sprawiedliwości ma na celu uporządkowanie systemu polskiego szkolnictwa. Nad tym problemem ja też pracuję osobiście w sejmowej komisji edukacji, nauki i młodzieży. Przeprowadziłam szereg spotkań z dyrektorami szkół, z nauczycielami, z wyborcami. Dużo na nich mówiono między innymi o tym, że gimnazja generują więcej problemów wychowawczych niż inne szkoły. Zostały też przeprowadzone badania, których wyniki właśnie na to wskazywały. Natomiast samych nauczycieli chcę uspokoić. Wiem, że wielu z nich obawia się utraty pracy. Ale przecież liczba uczniów uczęszczających do szkół po przeprowadzeniu reformy się nie zmieni, a zatem będzie też potrzebna taka sama liczba nauczycieli.

ROZMAWIAŁ ROBERT BARTOSEWICZ