Sobota, 10 grudnia 2022. Imieniny Danieli, Bohdana, Julii

Rozbrajanie Niemców, czyli 11 Listopada 1918 roku w Mławie

2022-11-15 09:40:00 (ost. akt: 2022-11-15 09:47:24)

Autor zdjęcia: Michał Nowakowski

Podziel się:

Michał Nowakowski, historyk, nauczyciel i członek Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Mławskiej pisze dzisiaj dla naszych Czytelników o tym, jak rozbrajano Niemców 11 listopada 1918 roku w Mławie.

Jesienią 1918 roku, kiedy Wielka Wojna dobiegała końca, a państwa centralne kontrolujące polskie ziemie – Niemcy i Austro–Węgry, stały na krawędzi klęski, w dowództwie Polskiej Organizacji Wojskowej (POW) pod koniec października podjęto decyzję o zbrojnym wystąpieniu przeciwko słabszemu zaborcy, czyli Austrii.

Początek akcji zaplanowano na 1 listopada

Początek akcji zaplanowano na 1 listopada. Ten etap działań zakończył się pełnym sukcesem, nie było żadnych ofiar śmiertelnych. Niestety, w niemieckiej strefie okupacyjnej wydarzenia miały bardziej dramatyczny przebieg.

Poza tym Polacy po drugiej stronie kordonu musieli na wolność poczekać jeszcze kilka dni. Akcja rozbrojeniowa w Generał – gubernatorstwie Warszawskim, po przyjeździe 10 listopada 1918 roku do Warszawy komendanta Józefa Piłsudskiego, przybrała charakter lawinowy. Tego dnia w stolicy kraju przebywało jeszcze około 30 tysięcy Niemców.

Mieszkańcy Warszawy zebrali się 100 tysięcznym tłumem pod mieszkaniem Piłsudskiego. POW obsadziła strategiczne punkty. Polacy opanowali stolicę, a okupanci zamknęli się w koszarach. Następnego dnia o godz. 13.00 rozpoczęto rozbrajanie Niemców. Przeprowadzono je dosyć sprawnie, mimo nielicznych walk, po stronie polskiej nikt nie zginął.

Ofiar nie było w Warszawie, ale zdarzały się poza nią. Najbardziej znanym przykładem, choć dzisiaj zapomnianym jest los Międzyrzeca Podlaskiego. Miasto zostało 16 listopada zaatakowane przez Niemców, spalone i poległo 22 polskich obrońców oraz zostało zamordowanych tyle samo cywilów.

Jak wówczas sytuacja wyglądała w Mławie?

Otóż w samej Mławie Polska Organizacja Wojskowa planowała dokonać mobilizacji już 9 listopada. Finalnie początek akcji wyznaczono na dzień 11 listopada. Do pomocy ściągnięto peowiaków z terenu całego powiatu. Głównym zadaniem było rozbrajanie Niemców, zarówno żołnierzy jak i żandarmów.

W mieście było w tym czasie kilkuset uzbrojonych okupantów różnych formacji. Z racji bliskości Prus Wschodnich można było spodziewać się też transportów wojskowych jadących w tamtym kierunku.

Na ogół bez oporu oddawali broń

Początkowo akcja rozbrajania przebiegała planowo, dosyć sprawnie i spokojnie, bez większych incydentów. Żołnierze niemieccy na ogół bez oporu oddawali broń w polskie ręce, jedynie oficerowie na początku opierali się i nie chcieli zdawać uzbrojenia dobrowolnie.

Rozbrojeni Niemcy odchodzili w zwartych jednostkach w kierunku stacji kolejowej na Wólce pod eskortą członków POW i uczniów „Handlówki” (Gimnazjum im. Stanisława Wyspiańskiego w Mławie), skąd odjeżdżali pociągiem do Prus Wschodnich, bądź szli pieszo do Iłowa, które w tym czasie znajdowało się jeszcze w granicach Niemiec.

Najwięcej kłopotów nastręczało rozbrojenie tzw. „Huzarów śmierci” - wybornych oddziałów ówczesnego Wehrmachtu, które do końca zachowały pełną dyscyplinę wojskową.

Po rozbrojeniu żołnierzy niemieckich w Mławie, prawie wszystkie siły POW oraz tych, którzy ze wsi przychodzili na pomoc mławskiej organizacji skierowano na stację kolejową Mława – Wólka, gdzie prowadzono akcję rozbrajania transportów wojskowych, które trwało kilka kolejnych dni. Aby je zatrzymać trzeba było nieraz rozkręcać tory kolejowe.

Poza bronią i amunicją, zdobyto wówczas także wielkie zapasy żywności oraz przejęto około 5 mln marek niemieckich.

Śmierć Klemensa Henryka Sokalskiego

Rozbrajanie i przejmowanie władzy z rąk Niemców (11 – 12 listopada) zakończyło się jednak tragicznym epizodem – zastrzeleniem przez nich w pobliżu granicy, we wsi Mławka ucznia „Handlówki” Klemensa Henryka Sokalskiego.

Klemens Henryk Sokalski urodził się w 1901 roku w Lipowcu Kościelnym w powiecie mławskim, gdzie jego ojciec był zarządcą miejscowego majątku ziemskiego. Po ukończeniu szkoły powszechnej uczęszczał do Gimnazjum im. St. Wyspiańskiego w Mławie.

W 1916 roku wstąpił do odradzającej się w szkole drużyny harcerskiej. W tym samym czasie na terenie Mławy powstała Polska Organizacja Wojskowa, ogniskująca w swych szeregach uczniów szkół mławskich oraz młodzież harcerską. W niej znalazł się i zaczął aktywnie działać nieletni Sokalski.

Młodzi peowiacy uczyli się musztry w pobliskich lasach, zakonspirowani w prywatnych mieszkaniach poznawali broń i osiągali umiejętności posługiwania się nią.

We wrześniu 1918 roku Klemens Sokalski został drużynowym „Jedynki” przy swoim Gimnazjum. Jako koleżeński, uczciwy, ofiarny i uczynny, żyjący zgodnie z prawem harcerskim, zapisał się w pamięci swoich kolegów i nauczycieli.

Najwcześniej, bo 11 listopada rano został rozbrojony oddział żandarmerii niemieckiej, stacjonujący w domu „Spójnia”. Peowiacy zaatakowali ich już o 9.00. Do środka wszedł i pertraktował z nimi por. Wilhelm, sześciu młodych Polaków stało wówczas wokół budynku, z karabinami gotowymi do strzału. Niemcy zgodzili się zostawić broń – 50 karabinów. Nie rewidowano ich. Wykorzystał to jeden żandarm i zostawił przy sobie rewolwer.

Niemcy wyjechali na koniach, było ich wtedy 17, tzn. że kilku wcześniej uciekło.
Skierowano się w stronę wólczańskiego dworca kolejowego, następnie dwóch peowiaków, również konno eskortowało grupę Niemców, w kierunku Iłowa, w stronę granicy. W pobliżu Mławki, żandarm, który posiadał pistolet, odwrócił się i strzelił. Wtedy to został postrzelony Klemens Henryk Sokalski. Rana okazała się na tyle ciężka, że młody mężczyzna zmarł zaraz w nocy 12 listopada.

Tak okoliczności śmierci Sokalskiego opisuje Bolesław Cytowski, peowiak ze wsi Rumoka pod Mławą: „Eskortowali żandarmów z Mławy z budynku Spójni Henryk Sokalski i Jerzy Markuszewski – obaj z plutonu szkolnego POW. Kiedy dojechali do młyna na Mławce, jeden z żandarmów wyjął pistolet i strzelił do Sokalskiego zabijając go i raniąc Markuszewskiego. Reszta żandarmów uciekła w kierunku granicy”.

Z kolei Walenty Zbyszyński, peowiak z plutonu miejskiego POW wspominał tak: „Pojechali wtedy w kierunku Iłowa Jerzy Markuszewski i Henryk Sokalski na zdobycznych koniach. Kiedy ich dostrzegli wycofujący się Niemcy, otworzyli ogień i wtedy został śmiertelnie ranny Sokalski”.

I tak oto nastąpiło w Mławie przejęcie władzy od okupantów niemieckich, przy jednej krwawej ofierze, jaką było młode życie Henryka Klemensa Sokalskiego.

Nic nie wskazywało, że stanie się cud

Miasto kolejnego dnia było już wolne, na gmachach powiewały biało – czerwone flagi.
O dziejowej chwili odzyskania niepodległości po 123 latach niewoli, tak mówił prezes „Lutni” Jerzy Ossowski: „Ani najtkliwsze marzenia nasze, ani najfantastyczniejsze sny, ani wróżby wieszczów i przepowiednie mędrców, ani wyrachowane przewidywania naszych wrogów, ani miłosne przeczucia serc naszych – nic nie wskazywało, że tak prędko, tak niespodziewanie stanie się cud… I stał się i wstała Matka nasza z letargu”.

Warto dodać, że również w większych wioskach na terenie powiatu mławskiego, gdzie znajdowały się posterunki żandarmerii zostały one rozbrojone. Tak było w Radzanowie, Szreńsku, Strzegowie i Kuczborku.
Michał Nowakowski

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB