Czwartek, 23 września 2021. Imieniny Bogusława, Liwiusza, Tekli

Mławscy strażacy w okresie międzywojennym (cz. 1.)

2021-04-30 11:07:03 (ost. akt: 2021-05-05 08:21:03)
Samochód strażacki o imieniu „Baśka”. Zdjęcia ze zbiorów Jarosława Janiszewskiego

Samochód strażacki o imieniu „Baśka”. Zdjęcia ze zbiorów Jarosława Janiszewskiego

Autor zdjęcia: Zdjęcia ze zbiorów Jarosława Janiszewskiego

Podziel się:

Wczoraj 4 maja obchodziliśmy Międzynarodowy Dzień Strażaka. O mławskich strażakach w okresie międzywojennym pisze dzisiaj dla Czytelników Nowego Kuriera Mławskiego dr Leszek Arent, wiceprezes Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Mławskiej.

Pierwsze zebranie Mławskiej Straży Ogniowej w odrodzonej Polsce odbyło się 13 kwietnia 1919 r. w jej siedzibie. Zebraniu przewodniczył Antoni Moszczyński przedwojenny prezes.

Był to czytelny sygnał, że mławscy strażacy nie uznawali zmian dokonanych przez okupantów niemieckich w czasie wojny światowej.

Nawiązywali do okresu przedwojennego, uznając ciągłość władzy prezesa zarządu jeszcze z czasów carskich.

Trudne początki w odrodzonej Polsce

Głównym tematem spotkania, który zdominował zebranie, był wybór nowych władz.

W składzie nowego zarządu znaleźli się: Józef Ossowski, Stanisław Kamieński, Zygmunt Wiśniewski z ulicy Działdowskiej, Roch Wiśniewski, Antoni Moszczyński, Adam Gniewkowski, Stanisław Siudak, Bolesław Orzechowski.

Na gospodarza straży wybrano – Antoniego Laskowskiego. Wybrano także komisję rewizyjną w osobach: Piotra Misiewicza, Andrzeja Jóźwiaka, Aleksandra Zamojskiego i Jana Kobylańskiego.

Naczelnikiem straży został Bronisław Kowalski, pełniący ten obowiązek od 1917 r., jego pomocnikiem został wybrany Wiktor Kotarbiński.

Końcowym akcentem był wniosek prezesa Moszczyńskiego o przesuniecie święta straży z 8 maja na lipiec.

Dwa dni później odbyło się posiedzenie organizacyjne nowych władz, na którym rozdzielono funkcje i obowiązki w zarządzie.

Nowym prezesem został wybrany Adam Gniewkowski, wiceprezesem – Józef Ossowski, sekretarzem – Stanisław Siudak, skarbnikiem Bolesław Orzechowski.

Powołane władze straży stanęły przed bardzo trudnym zadaniem, jakim było zorganizowanie od początku sprawnie działającej organizacji.

Było ono o tyle trudne, że oprócz częściowego braku dawnej kadry, zdewastowaniu sprzętu przez niemieckiego okupanta, głównym problemem był brak funduszy.

Na zebraniu 5 kwietnia 1919 r. , upoważniono prezesa Gniewkowskiego i naczelnika straży Kowalskiego oraz skarbnika Orzechowskiego do pertraktacji z władzami miasta, w celu: „zrobienia rozrachunku, co do należnych od tegoż funduszów, a przynależnych straży i odbiór takowych, a także o wyjednanie od sejmiku subsydiów dla straży”.

Trudno się zorientować na podstawie tego dość lakonicznego stwierdzenia, o jakie fundusze chodziło, czy należności finansowe jeszcze sprzed wojny światowej, czy z okresu okupacji niemieckiej.

Na pewno finanse straży, podobnie jak wielu instytucji były w opłakanym stanie, skoro zamierzano egzekwować zobowiązania z dawnych lat, będąc już w innej rzeczywistości politycznej.

Zabrakło wybitnych członków i funduszy

Sytuacja mławskiej straży w pierwszych latach po zakończeniu wojny była nie najlepsza, a zabiegi czynione przez przedstawicieli zarządu w celu pozyskania od władz samorządowych funduszy, nie mogły przynieść pozytywnych rezultatów.

Potwierdzeniem tego są gorzkie zdania, zawarte w publikacji wydanej z okazji 50-lecia: „Po wojnie światowej nowo zmobilizowana straż w czasie najazdu bolszewickiego w roku 1920 pełniła ciężką służbę bezpieczeństwa publicznego, jako Straż Obywatelska. Pozbawiona funduszów na dopełnienie i remont popsutych narzędzi, zdekompletowana pod względem osobowym, Straż Mławska w pierwszych latach odrodzonego Państwa Polskiego przechodzi swój okres upadku".

Jakie były tego upadku przyczyny możemy się zorientować czytając dalej tekst: „Upadek ten wywołany został brakami natury materialnej i moralnej. Na remont popsutych narzędzi i uzupełnienie braków, ani społeczeństwo wycieńczone wojną, ani organizujący się polski samorząd środków nie miały. Straż pożarna z powstaniem prawdziwego wojska polskiego straciła swój charakter organizacji konspiracyjnej”.

Z wypowiedzi tej przebijała nostalgia za czasami, w których straż odgrywała, wiodącą rolę organizacji o charakterze patriotycznym, w której gromadziły się ważne osobistości.

Gdy sytuacja polityczna uległa zmianie, straż zeszła na dalszy plan i stała się jedną z wielu ważnych, ale nie najważniejszą organizacją.

Autorzy tekstu cytowanego wyżej napisali: „Najsilniejsze jednostki wzięły się do ważniejszej pracy, do budowy zrębów nowo-odzyskanej ojczyzny. […] Zabrakło tedy straży wybitnych członków, zabrakło funduszów”.

Okupacja bolszewicka

Trudności pozostałe po niemieckich okupantach w postaci zniszczonego sprzętu, pogłębione zostały po krótkiej, bo 10 dniowej okupacji bolszewickiej, w czasie wojny z Rosją sowiecką.

Straty jakie poniosła mławska straż zostały przedstawione 2 maja 1921 r. na posiedzeniu zarządu. Wyeksponował je gospodarz straży - Adam Laskowski, stwierdzając, że bolszewicy zrabowali następujące przedmioty będące własnością straży: 40 mundurów sukiennych w zupełnie dobrym stanie; 10 pasów skórzanych; 2 węże parciane ponad 2 ½ długości; 4 kubełki parciane; 10 pasów parcianych; 25 czapek sukiennych; 4 koła od 2 beczek;1 dyszel od wozu rekwizytowego, 6 toporów;6 par naramienników; 3 kaski uszkodzone; 3 linki konopne.

Łączne starty straży wyniosły 327 100 marek. Była to stosunkowo duża suma, którą trudno było pozyskać. Stanowiła wartość dwóch rocznych budżetów z 1921 r.

Straty te trzeba było szybko pokryć, jeśli straż miała prowadzić w miarę normalną działalność. Brak pieniędzy powodował konieczność stosowania środków nietypowych.

Naczelnik straży poinformował zarząd na posiedzeniu w dniu 2 maja 1921 r. „że podczas gorących dni z czasów inwazji bolszewickiej znaleziono w mieście skóry bydlęce, świeże, które polecił wygarbować i przeznacza takowe na cele straży ogniowej.

Ze skór tych można będzie zrobić pasy dla czynnych członków straży z warunkiem, że koszty wygarbowania mk. (marek) 9000 poniesie straż ogniowa”.
W 1921 r. sytuacja mławskiej straży nadal nie przedstawiała się dobrze.

Olbrzymie braki w sprzęcie pożarowym, brak środków finansowych i ogólna bieda nie rokowały dobrze na przyszłość.

Czynnych członków było około 50-ciu, a wspierających płacących roczne składki 28.

Jak ciężki okres przeżywali, nie tylko strażacy, świadczyć może zobowiązanie przez zarząd prezesa, „ aby czynni członkowie straży otrzymywali deputaty, prezes obiecał wyjednać u miejscowych władz, by każdy członek straży otrzymywał 15 funtów chleba miesięcznie”.

Na posiedzeniu zarządu 8 maja 1921 r. dokonano reorganizacji zarządu. W miejsce ustępujących członków Ossowskiego i Moszczyńskiego wybrano Plucińskiego i Misiewicza.

Niewielkie zmiany zaszły też w komisji rewizyjnej: na miejsce Misiewicza wybrano Waśkowskiego. Na pomocnika komendanta wybrano jednogłośnie Kalinowskiego. Pozytywnym akcentem pierwszej połowy 1921 r. było przekazanie przez sejmik mławski zapomogi w wysokości 30 000 marek.

Sytuacja pożarowa w mieście

Pożary w Mławie nie były zjawiskiem częstym. Wynikało to głównie ze stanu zabudowy. Warto więc sprawdzić jak przedstawiała się zabudowa miasta.

Badania w tym zakresie prowadziła w końcu lat dwudziestych Maria Hirszowska, publikując ich wyniki w pracy Monografia geograficzna miasta Mławy.

Autorka stwierdziła, że:
„W śródmieściu przeważały domy murowane z wyjątkami: nawet w rynku przy jego północnej krawędzi stały jeszcze w roku zeszłym dwa domki drewniane, stare, o spiczastych dachach charakterystycznie ustawione szczytem do ulicy.

Cześć zachodnia miasta i północno-zachodnia to dzielnice prawie wyłącznie murowane. Ulicami o domach przeważnie i nawet wyłącznie drewnianych są: Wójtostwo, Dzierzgowska, Okólna, tzw. Kozielsk, Płocka, cała dzielnica na południe od rynku, Browarna.

Poza tym na ogół przeważa budownictwo mieszane: obok starych domów drewnianych wznoszą obecnie tylko murowane. Na peryferiach miasta, przy szosach, liczne domki murowane wyróżniają się swoją świeżością pomiędzy sczerniałymi ze starości domkami (ul. Warszawska i na ogół cała Wólka, prócz części ul. Granicznej, Napoleońskiej, Studzienieckiej (powinno być Studzieniec) – prawie wyłącznie drewniane”.

Płocka cierniem dla strażaków

Analizując zabudowę Mławy pod względem pożarowym, która nie przedstawiała się źle, to jednak pewne części zabudowy stanowiły duże zagrożenie.

Wymienione przez autorkę ulice o zabudowie wyłącznie drewnianej znajdowały się na obrzeżach miasta, i nie stanowiły większego zagrożenia dla niego jako całości.

Największym problemem pod względem pożarowym była dzielnica żydowska i będąca w jej środku ulica Płocka.

Była ona prawdziwym „cierniem” dla straży, ponieważ: „W dzielnicy żydowskiej budynki często stoją szczytem do ulicy i zwarcie obok siebie.

Ta zwartość budynków stwarza zagmatwaną gęstwinę drobnych domków, co nie wpływa dodatnio na krajobraz miasta, a w połączeniu z charakterystycznym dla getta nieporządkiem sprawia niemiłe wrażenie” – stwierdziła w podsumowaniu Hirszowska.

Pomijając wrażenie, ta część miasta stwarzała głównie zagrożenie pożarowe.

Ciasna zabudowa, sprzyjała rozprzestrzenianiu się ognia, a wiejące przeważnie na kierunku wschód/zachód wiatry mogły spowodować pożary zbiorowe, powodujące katastrofalne zniszczenia. Inne dzielnice miasta takiego zagrożenia nie stanowiły.

Po odzyskaniu niepodległości miejscem częstych pożarów w Mławie była tzw. dzielnica Kozielsk, leżąca we wschodniej części miasta.

W jubileuszowej publikacji wydanej z okazji 50-lecia mławskiej straży sugerowano, że: „Na przedmieściu tym, stosunki między sąsiadami tak się układały, że co tydzień były dwa albo trzy pożary. Doszło do tego, że na alarm, każdy Mławianin nie patrząc na łunę twierdził, że Kozielsk się pali i niestety zgadywał”.

Jak dalej stwierdzono, na szczęście nie były to pożary duże. Ograniczały się do pożaru stodoły, szopy bądź chlewa. Były to jednak typowe podpalenia, stosowane jako akty zemsty sąsiedzkiej.

Ponieważ była to spora odległość od siedziby straży, ponadto brak było wody na miejscu, pożary te nie udawało się strażakom w porę ugasić. Ich natężenie i niemożność przyjścia z pomocą spowodowała frustracje członków straży.

Walka z pożarami

Sytuacja ta wynikała z braku technicznych możliwości walki z pożarami. Dysponowanie trakcjami konnymi, brak zaopatrzenia w wodę powodowało nieefektywne działanie mławskiej straży i poważne straty materialne.

Sytuacja ta uległa zmianie po uzyskaniu lepszych możliwości do walki z ogniem przez strażaków.

Pod koniec lat dwudziestych władze miasta wybudowały dwa kryte zbiorniki przeznaczone do celów pożarowych.

Jeden znajdował się na Kozielsku o pojemności a drugi umieszczony został w rynku miejskim, przy wejściu do kościoła parafialnego o pojemności.

Ponadto przy elektrowni miejskiej, na końcu ulicy Kościuszki, znajdowała się studnia artezyjska, która pozwalała na szybkie napełnianie beczek i autocysterny.


Istotnym ułatwieniem w walce z pożarami było nabycie przez straż w roku 1928, dzięki inicjatywie naczelnika Zygmunta Wiśniewskiego, autopogotowia z przenośną pompą motorową i pełnym wyposażeniem oraz autocysternę na podwoziu „Chevroleta”.

Był to bez wątpienia czas przełomowy w działaniu mławskiej straży. Posiadając nowoczesne środki gaśnicze mławska straż mogła rozszerzyć zakres swojej działalności na powiat mławski.

Ocenę tych działań przedstawił Henryk Śniegocki - sekretarz Wydziału Powiatowego Starostwa Mławskiego: „Zdawałoby się, że posiadając dwa samochody pożarowe, stanowiące zasadniczo jedną jednostkę bojową Zarząd Straży uważać będzie bezpieczeństwo pożarowe za dostateczne.

Stwierdzić tu należy z przyjemnością, że ani Zarząd, ani dowództwo straży nie zadowoliły się dotychczasowym stanem posiadania, czego dowodem jest zbudowanie nowej jednostki bojowej na ofiarowanym przez Magistrat podwoziu „International”.

Docierali na miejsce pożaru w ciągu 1-2- minut

Tak więc pod koniec lat dwudziestych mławska straż pożarna miała dobrze wyposażone jednostki bojowe, mogące stosunkowo szybko zorganizować akcję gaśniczą na terenie Mławy i powiatu mławskiego.

Warto w tym miejscu zaznaczyć, że szybkość w dotarciu do pożaru była nieporównywalna, gdy używano samochodów, niż przy użyciu trakcji konnej. W czasie akcji gaśniczej na terenie Mławy przy użyciu taboru samochodowego strażacy docierali na miejsce pożaru w ciągu ok. 1-2- minut.

Należy też dodać, że tak szybkie dotarcie do pożaru możliwe było dzięki zatrudnieniu przez zarząd mławskiej OSP na pełnym etacie kierowcy - mechanika.

Pożary w Mławie powstawały czasami z nietypowych przyczyn. Jedną z nich były podpalenia celowe. Takie pożary wybuchały kilkakrotnie w mławskim Sądzie Okręgowym. Ogień podkładał umysłowo chory pracownik sądu.

Pierwszy raz podłożył ogień w drewnianych pomieszczeniach na zapleczu budynku głównego, w których znajdowały się składy mebli. Zaalarmowana straż zjawiła się na miejscu pożaru po 4 minutach gasząc ogień.

Drugie zdarzenia miało miejsce w suterenie, gdzie znajdowała się słoma, a trzecie nastąpiło w składzie węgla, w którym znajdowało się 20 ton. Ten ostatni pożar spowodował duże straty materialne.

Spalił się skład mebli, uratowany z pierwszej próby podpalenia, część chlewów.

Akcja straży przerwała rozprzestrzenianie się pożaru i nie dopuściła do dalszych strat, ratując przez zapaleniem się budynku mieszkalnego i zabudowań gospodarczych Wydziału Powiatowego Starostwa.
c.d.n.
Dr Leszek Arent, wiceprezes Towarzystwa Przyjaciół Ziemi Mławskiej

(Cytaty z publikacji: J. R. Szaflik, Dzieje Ochotniczych Straży Pożarnych; Jubileusz 50 -lecia Ochotniczej Straży Pożarnej w Mławie, M. Hirszowska, Monografia geograficzna miasta Mławy; „Gazeta Strażacka” z 1932; „Przegląd Pożarniczy z 1926 ”; „Gazeta Urzędowa Powiatu Mławskiego” z 1924; „Tygodnik Ilustrowany z 1907 r; ). Zdjęcia z publikacji Jubileusz 50–lecia Ochotniczej Straży Pożarnej w Mławie, zbiorów Jarosława Janiszewskiego.

Poczet sztandarowy mławskiej straży
Zdjęcia ze zbiorów Jarosława Janiszewskiego

Poczet sztandarowy mławskiej straży


Samochody strażackie na zapleczu siedziby straży przy ulicy Żeromskiego
Zdjęcia ze zbiorów Jarosława Janiszewskiego

Samochody strażackie na zapleczu siedziby straży przy ulicy Żeromskiego

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB