środa, 3 czerwca 2020. Imieniny Anatola, Leszka, Tamary

Mogłem nareszcie odpalić grilla

2020-05-20 09:00:00 (ost. akt: 2020-05-20 09:43:18)
DJ Sound Shaker w towarzystwie zespołu Piękni i Młodzi

DJ Sound Shaker w towarzystwie zespołu Piękni i Młodzi

Podziel się:

Z Przemysławem Sławińskim, znanym młodym mławianom jako DJ Sound Shaker, rozmawiamy o muzyce rozrywkowej, a także o zawodzie DJ w czasie pandemii. Nasz rozmówca opowiada także o swojej muzycznej pasji oraz planach i marzeniach.

— Jak rozpoczęła się Twoja przygoda z muzyką?
— Właściwie muzyka od zawsze była w moim domu, przez co tak łatwo przemknęła do mojego życia. Jeszcze jako przedszkolak miałem styczność z niesamowicie dużą ilością kaset, na których były nagrane hity lat 80' 90', disco polo i kilka takich, których w tamtym czasie nie do końca rozumiałem, ale były to klimaty ówczesnej muzyki techno lat 90. Ta kolekcja należała do mojego taty, który kiedyś również grał na różnych imprezach jako DJ. Pamiętam te kolorofony, pierwsze słuchawki i mikrofon wyciągnięte z dna szafy (posiadam je do dziś), pamiętam pierwszy duży mikser DJ-ski. Dla dziecka, które ma 6 lat, to było coś fascynującego. Ale ta fascynacja nie minęła, z wiekiem nabierała rozpędu. Pierwsze moje audycje „radiowe”, to puszczanie babci na słuchawkach muzyki, mówienie do mikrofonu. Od tamtej pory, po dziś dzień, babcia to moja wierna fanka. Później przyszły czasy końca szkoły podstawowej, gimnazjum, czyli moich pierwszych dyskotek. Pod rękę brało się po kryjomu kolorofony, komputer na sanki i tak powoli zaczynałem. W latach 2006-2008 była moda na radia internetowe, dość często grałem tam swoje audycje. Przełomowym rokiem był 2009, dowiedziałem się wtedy, że DJ Demon organizuje kurs DJ'ów. Zapisałem się, ukończyłem wynikiem celującym, a już 9 maja 2009 roku zagrałem pierwszego seta w klubie „Sunday” we Wróblewie. Co wtedy czułem? Prócz paraliżującego stresu, czułem dumę i to, że wypełniałem właśnie największe dziecięce marzenie. Nawet jak o tym dziś wspominam, przechodzą mnie ciarki.

— Skąd wziął się Twój pseudonim?
— Sound Shaker — mieszacz dźwięków, mieszanie dźwięków. Bardzo lubię urozmaicać swoje sety o różne sample, o różne dodatkowe dźwięki. Bawiąc się konsolą, mieszam dźwięki. Chyba tak mogę opisać genezę mojego pseudonimu DJ'skiego

— Czy praca DJ'a jest łatwym zajęciem?
— Podobno jak się robi co się lubi, to się nie pracuje ani chwili. Jednak nie zawsze. Gdy grasz już drugi czy trzeci dzień z rzędu, możesz czuć fizyczne zmęczenie. Nocna praca i nienormowany czas może dać mocno w kość, jednak energia ludzi, ich reakcje na parkiecie, działają lepiej niż Red Bull. Dodają jeszcze większych skrzydeł.

— Kto wśród DJ' ów jest Twoim idolem?
— Jeśli chodzi o moich idoli pod względem technicznym to zdecydowanie Eddie Halliwell, natomiast muzycznie najbliżej mojego serca jest DJ Kris, kiedyś mistrz tak zwanych "Manieczek". Natomiast aktualnie twórca i organizator największego festiwalu w tej części Europy, czyli Sunrise Festival.

— Co jest lepszym wyborem na wesele? Zespół czy DJ?
— Aktualnie gram imprezy okolicznościowe. Dość często ludzie pytają mnie co jest lepszym wyborem — DJ czy zespół. No i tu się pojawia problem. Muzyka na żywo, to zawsze muzyka na żywo (o ile taka jest, a nie grana jako playback). Żywa perkusja, dźwięk gitary, piękny głos wokalistki to jest coś, ale nie zawsze jest tak słodko. Natomiast DJ zagra wszystko to o co poprosi gość weselny. Jest przygotowany na szerszy repertuar, w większości przypadków posiada wyższej klasy sprzęt nagłośnieniowy i oświetleniowy. No i myślę, że DJ jest dużo korzystniejszy finansowo, co szczególnie przy mniejszych przyjęciach gra największą rolę. W obecnych czasach DJ to już nie tylko „puszczacz” muzyki, to także wodzirej, konferansjer, człowiek z dużym zapleczem wiedzy, umiejętności i doświadczenia.
Nie ma co uogólniać. Ale wiadomo, profesjonaliści jak i amatorzy są zarówno wśród zespołów, jak i Dj'ów, a decyzja zawsze należy do organizatorów.

— Z czego jesteś najbardziej dumny?
— Z żony i dzieci, bo to moja energia do dalszego działania, mój sens życia. Ale jeśli chodzi o branżę muzyczną, to chyba z tego, że nie piję alkoholu, nie palę papierosów, co bardzo często na imprezach spotyka się z dużym zdziwieniem, ale jednocześnie poszanowaniem, że w tej branży jest ktoś, kogo kieliszki nie interesują.

— Jakich rad udzieliłbyś początkującym DJ'om?
— Nie wiem czy mogę udzielać jakiejkolwiek rady, bo nie jestem żadnym autorytetem, ale powiem krótko — róbcie swoje, spełniajcie marzenia, a jeśli wam ktoś powie, że bycie DJ'em to nie jest praca — uwierzcie, że może to być doskonale połączenie pasji z uzyskaniem naprawdę sporych dochodów.

— Jak wygląda życie DJ'a w czasie pandemii?
— Życie DJ'a w czasie pandemii... W moim przypadku to nadrabianie czasu z rodziną, poszerzanie swojej wiedzy DJ'skiej oraz tworzenie muzyki przez szkolenia online. A co jest najfajniejsze? Mogłem nareszcie odpalić grilla w sobotę, nigdzie się nie spiesząc.

— Co sprawia Ci większą radość? Samo tworzenie muzyki czy to, jak publiczność się przy niej bawi?
— Może nie jestem jakimś wielkim producentem muzycznym, jednak tworzę w FL Studio swoje klubowe brzmienia. Radość z tworzenia jest niesamowita, jednak jest to bardzo mozolna praca szczególnie, gdy chcemy uzyskać ciekawe brzmienie. Natomiast reakcje ludzi na parkiecie, na moje produkcje, to jest ten moment, kiedy cały trud pracy włożony w utwór przekłada się na pozytywną energię na parkiecie. Więc śmiało mogę powiedzieć, że radością jest tworzenie muzyki, ale nagrodą patrzenie na ludzi, którzy bawią się przy twojej muzyce.

— Jakie jest Twoje największe muzyczne marzenie?
— Kiedyś było to zagranie na Sunrise Festival, jednak marzenia i cele w życiu się zmieniają. Aktualnie moim marzeniem jest otworzenie miejsca rozrywki w postaci plaży z wiatą taneczną, w którym będę mógł spotkać się z ludźmi, którzy przez całą moją muzyczną drogę pojawiali się w moim życiu jako klubowicze, jako ludzie, którzy bawili się na moich imprezach. Przybić razem piątkę, powspominać jak było kiedyś i wspólnie budować nowe wspomnienia, bo wspomnienia to najważniejsze co nam zostaje na całe życie.

— Jaki rodzaj muzyki jest najpopularniejszy na imprezach, na których grasz?
— Z racji tego, że aktualnie gram imprezy okolicznościowe, to wiadomo że jest to przekrój muzyczny od "a do z" — od rock'n'rolla, przez disco-polo, aż po miłosne ballady. Natomiast jeśli chodzi o granie w klubach, to nie trzymam się jednego klimatu, jednego schematu i zawsze staram się dopasować do sytuacji na parkiecie. Lubię zamieszać fajnym tech-house, EDM, czasami dobry tranceowy kawałek też wchodzi w grę.

— Jak to się zmieniało na przestrzeni lat?
— Zmiana gustów muzycznych to chyba rzecz naturalna. Człowiek z wiekiem zmienia swoje upodobania, ale czasami sam nurt muzyczny zmienia się ma tyle, że przybywa, lub ubywa mu miłośników. I tak dla porównania disco-polo lat 90., a aktualne, to zdecydowanie dwa światy. Rap kiedyś mówił o życiu w blokowiskach, o tym jak trudno jest młodym ludziom, którzy mają trudny start. Aktualnie utwory z tego nurtu, które grane są w radio lub telewizji, mają mało wspólnego z muzyką, którą poznaliśmy w latach 90. i na początku lat 2000. Jednocześnie obserwując ten trend, myślę, że obecna forma rapu, to ta muzyka, która szczególnie młodym osobom przypadła do gustu i wiedzie prym wśród wyświetleń na Youtube. Wydaje mi się, że powoli deklasuje disco-polo, którego w telewizji było już za dużo.

— Jesteś DJ'em od lat, na pewno trafiły Ci się jakieś zabawne sytuacje. Opowiedz jakieś anegdotki.
— Praca DJ'a to ciągłe anegdoty, zabawne jak i mniej zabawne sytuacje. Grając kiedyś w Brodnicy, zobaczyłem, że jakoś szybko ludzie zaczynają uciekać z parkietu. Pomyślałem wtedy „chyba czas zmienić repertuar, bo robi się pusto”. Dopiero po jakimś czasie poczułem drapanie w gardle i okazało się, że jakaś pani, której nie spodobał się adorator, potraktowała go gazem łzawiącym. Całe szczęście, 15 minut później, po przewietrzeniu lokalu, klubowicze wrócili i bawiliśmy się do rana. Ale chyba nic nie przebije uczucia każdego DJ'a, gdy grasz swoje najlepsze numery, pełen parkiet i energia pod sam sufit, ale podchodzi ktoś i mówi: „Ej, weź zagraj coś fajnego". Grzecznie dopytuję, czego sobie życzy ta osoba i wtedy dostaję odpowiedź: „Leci taka piosenka w telewizji, nie pamiętam jak się nazywa, ale wiem, że murzyn jest w teledysku”. Ręce opadają (śmiech).

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB