Czwartek, 26 kwietnia 2018. Imieniny Marii, Marzeny, Ryszarda

PRAWDZIWA PASJA WIEKU NIE LICZY

2018-03-17 09:00:00 (ost. akt: 2018-03-20 09:17:43)

Autor zdjęcia: Iwona Łazowa

Podziel się:

LUDZIE\\\ Zastrzega, że sportowcem nie jest, ale zwyczajnym człowiekiem, który realizuje swoje sportowe pasje, pracując z młodzieżą. Rozmawiamy z Edwardem Staniszewskim, obecnie 79-letnim trenerem i działaczem oraz uczestnikiem maratonów.

Iwona Łazowa: Jest Pan wiceprezesem KS Zawkrze Mława oraz przewodniczącym Powiatowego Szkolnego Związku Sportowego. Aktywności nie zatrzymała nawet emerytura...

Edward Staniszewski: Przechodząc na emeryturę w 2005 roku nie wyobrażałem sobie siebie jako człowieka wychodzącego tylko z pieskiem na spacer i chodzenia po przysłowiowe bułki do sklepu. Chcę coś robić do czasu, aż zdrowie pozwoli i ludzie uznają, że jestem potrzebny.

Jak rozpoczęła się Pańska przygoda ze sportem?

Źle się czuję jak ktoś mówi o mnie sportowiec. Ja określiłbym prawdziwego sportowca, jako kogoś, kto wyczynowo, zawodowo uprawia sport, kto ze sportu po prostu żyje. Ja do takich osób nie należę. Dla mnie sport jest pasją. Ideę sportu zaszczepił w nas, uczniach mławskiego Liceum Pedagogicznego, profesor Antoni Częścik - nauczyciel pasjonat. Można powiedzieć, że profesor Częścik był wrogiem piłki nożnej. Dawał nam piłkę, ale nie był jej zwolennikiem. Natomiast propagował inne dyscypliny, jak lekkoatletyka, piłka siatkowa, zestaw gier i zabaw. Przygotowywał nas do pracy w szkole. Gdybym tak prześledził mławskich nauczycieli wychowania fizycznego to wszyscy byli absolwentami liceum pedagogicznego. Warto wiedzieć, że szkoła ta – jeszcze przed moją edukacją – zajęła dziewiąte miejsce w piłce ręcznej chłopców w Polsce. To była jeszcze 11 osobowa piłka ręczna. Ja dopiero w trzeciej klasie liceum zacząłem się uczyć grać w siedmioosobową piłkę ręczną. W szkole podstawowej, na przełomie lat 40 – 50 kształcenie wyglądało zupełnie inaczej niż obecne. Na wsiach była zwykle jedna izba i jeden nauczyciel. Pamiętam, że jak zacząłem chodzić do pierwszej klasy, to ze mną chodziły trzy roczniki. Kiedy jako 6-latek rozpocząłem naukę ze mną chodzili tacy, którzy mieli po 12 lat, bo podczas wojny nie mieli szans na edukację. Skończyłem 6 klas w Kowalewku, a siódmą w Kowalewie. To był 1953 rok, dla dzisiejszej młodzieży to prehistoria. Potem rozpocząłem naukę w liceum i tam zaszczepiono we mnie zamiłowanie do sportu. Absolwent tej szkoły musiał znać metodykę i przepisy wszystkich gier drużynowych. Nie było przygotowania kierunkowego nauczycieli. Absolwent szedł do szkoły i musiał nauczać tego, na co było zapotrzebowanie.

Ile to już lat trenuje pan mławskie szczypiornistki?

Minęło już 12 lat odkąd zacząłem trenować dziewczęta w sekcji piłki ręcznej (w 2006 roku) w KS „Zawkrze” Mława. Miałem wtedy 67 lat. Wcześniej zawodowo byłem związany z Wiśniewem i tam realizowałem też swoje pasje sportowe. Przechodząc na emeryturę postanowiłem spróbować swoich sił w Mławie, gdzie są większe możliwości.

Trenował pan wiele roczników. Jakieś największe osiągnięcia?

Trudno tu mówić o czymś takim. Na tym poziomie, na którym my zaczynamy to jest najpierw zabawa. Jeśli któremuś dziecku się spodoba to może dalej rozwijać swoje umiejętności. Sukcesy? Mieliśmy jako klub trzecie miejsce na Mazowszu. Natomiast dziewczęta z Gimnazjum nr 1 w Mławie dwa razy zdobyły (raz brązowy, raz srebrny) medale na mazowieckich igrzyskach młodzieży szkolnej. „Siódemka” również zdobyła brązowy medal w piłce ręcznej. To moje wychowanki. Chciałbym podkreślić też rolę nauczycieli ze szkół. Był też taki incydent, że nasza była zawodniczka znalazła się w kadrze Polski juniorek. Potem niestety zrezygnowała z uprawiania piłki ręcznej. Nasza wychowanka Julia Wtulich gra w Instalu Gdynia, co prawda jeszcze w drużynie juniorek. Zaliczyła kilka występów w drużynie seniorek, która gra w ekstraklasie ligi piłki ręcznej. Dla mnie osobiście najważniejsze jest to, że byłe zawodniczki nadal chcą grać i utrzymują kontakty. Podczas 10-lecia drużyny wyszły na boisko, zmierzyły się z aktualnym składem. Najważniejsze, że dziewczęta mimo zajęć przyjechały, bo niektóre pracują czy studiują. Część z nich odwiedza nas, utrzymuje kontakty. Często nawet te, które pracują i są mamami przychodzą i pytają, czy mogą podczas treningu poćwiczyć. Myślę, że udało nam się zaszczepić chęć do aktywnego spędzania czasu.

Czy w Mławie można wybić się sportowo?

My nie mamy warunków, aby uprawiać piłkę ręczną na bardzo wysokim poziomie. Po pierwsze to jest za małe środowisko, poza tym po skończeniu liceum młodzież wyjeżdża na studia do większych miast. Po drugie nawet finansowo byśmy nie podołali, mówiąc o drugiej lidze. Nie mamy odpowiedniej bazy sportowej, ani środków na wyjazdy. Stwarzamy warunki do startu, jeżeli ktoś chce przejść do większej drużyny. Niektórzy z tego korzystają. Jedna z dziewcząt gra w „Jutrzence” Płock. Na dzień dzisiejszy jest najlepszą zawodniczką tej drużyny. Gdybyśmy my jej wcześniej nie znaleźli - najpierw nauczyciele „Siódemki” ją wyłowili – to prawdopodobnie by nie grała. W tej chwili jedna z dziewcząt jest w ścisłej kadrze województwa mazowieckiego rocznika 2003, wśród 20 najlepszych.

http://m.wm.pl/2018/03/orig/11-1-fot-2-452589.jpg

Można o Panu też powiedzieć, że był Pan prekursorem biegania w Mławie i okolicach...

Biegam już od 30 lat, choć obecnie nie tak często jak kiedyś. Jednak powodem jest brak czasu, a nie sił. Wiele się mówi o tym, że bieganie osłabia kolana. To nie do końca prawda. W tym roku ukończyłem 79 lat i na kolana nie narzekam. Myślę, że to w dużej mierze kwestia obuwia. Jeśli ktoś planuje biegać, to powinien zaopatrzyć się w odpowiednie buty. Pierwsze nieśmiałe próby biegania rozpoczęły się w liceum. Codziennie rano wychodziliśmy z internatu na ul. Słowackiego, aby pobiegać na starym stadionie, tam gdzie obecnie jest szkoła „Siódemka”. Potem w czasie pracy ćwiczyłem z dziećmi. Debiutowałem w biegu ulicznym podczas dni Radzanowa, ale to już jako dyrektor szkoły. Potem była przerwa i bieganie w Strzegowie z uczniami. Jak przyszedłem do pracy do Wiśniewa, to ludzie patrzyli na mnie ze zdziwieniem, że inspektor oświaty a biega z dziećmi po polnych drogach. Jak zacząłem trenować sam i biegałem trasą E7, to miałem takie epizody, że kierowcy stukali się w czoło. Bo w Mławie wtedy nikt nie biegał. Powstała grupa w Ciechanowie i oni mnie namówili, zapisałem się do TKKF Ciechanów. Jeździliśmy na zawody w kraju i za granicą. Do maratonu należy się odpowiednio przygotować, a potem dać z siebie wszystko. Kiedyś na trasie, dwa kilometry przed metą dopędzam młodego około 30-letniego człowieka. On się obejrzał, że dziadek go wyprzedza i przyśpieszył i tak kilka razy. Potem przed metą przyspieszył, bo honor nie pozwala. Wbiegł na metę i się osunął.

Jak wspomina Pan starty w maratonach?

Dzięki bieganiu udało mi się zobaczyć kawałek Europy, co w tamtych czasach było niezwykłe. Pierwszy maraton był w Berlinie w 1995 roku, potem w 1996 roku w setną rocznicę nowożytnych igrzysk olimpijskich startowaliśmy w Atenach. Później był Paryż, Ryga i Praga. Zawsze liczyła się satysfakcja z tego, że się pobiegło. Choć było też trochę osiągnięć. Dwa razy byłem brązowym medalistą mistrzostw Polski weteranów w maratonie w Lemborku. W półmaratonie w Murowanej Koślinie koło Poznania nie udało się, bo byłem czwarty. Co prawda wynik dobry, niemniej medalu nie było. Nigdy nie traktowałem biegania jako celu, zawsze pierwsza była praca zawodowa, jednak trochę się ze mną koledzy musieli liczyć. Przykładowo w Pradzie nas sześćdziesięciolatków było 96, ja byłem ósmy. Ostatnio brałem udział w maratonie 4 lata temu. Mam satysfakcję, że wszystkie biegi ukończyłem, choć bywało trudno.

Rozmawiała Iwona Łazowa

Komentarze (3) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Zacznij od: najciekawszych najstarszych najnowszych

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB

  1. xawery #2466699 | 178.42.*.* 20 mar 2018 11:12

    100-tu lat w takim zdrowiu EDZIU!! i wszystkiego najlepszego,

    Ocena komentarza: warty uwagi (2) ! - + odpowiedz na ten komentarz

  2. kex #2464708 | 178.36.*.* 17 mar 2018 10:23

    Gratulacje Panie Edwardzie - sport to piękna pasja, a jeśli się ją wszczepia młodym ludziom, to jest naprawdę godne pochwały i uznania - chapeau bas.

    Ocena komentarza: warty uwagi (3) ! - + odpowiedz na ten komentarz