Czwartek, 19 października 2017. Imieniny Michaliny, Michała, Piotra

Małe sceny mają swój klimat - nasza rozmowa z Piotrem Szwedesem

2017-05-02 09:52:07 (ost. akt: 2017-05-02 10:45:25)

Autor zdjęcia: Robert Bartosewicz

Podziel się:

Piotr Szwedes, aktor znany z małego i dużego ekranu, a także z ról teatralnych 19 kwietnia zawitał do Mławy. Wspólnie z Piotrem Polkiem zagrali na mławskiej scenie w spektaklu ,,Pół na pół".

Robert Bartosewicz: Na plakacie zapowiadającym spektakl „Pół na pół”, który mławianie mogą obejrzeć na scenie Miejskiego Domu Kultury w Mławie widzimy hasło „Dramat przebrany za komedię”. Jak mógłby pan to objaśnić?

Piotr Szwedes: Są pewne ważne sprawy w życiu, które ludzi przerażają. Często komedia jest jedyną drogą do tego, żeby poruszyć także te trudne rzeczy, sytuacje. Ale nie chodzi o to, żeby oszukać widza, wchodząc do niego za pomocą żartu i później w pewien sposób „odpalić lont” tak, jak koń trojański. Choć w pewnym sensie ta sztuka jest takim koniem, jednak w pozytywnym sensie. My szukamy porozumienia z widzem. My się śmiejemy też z samych siebie, mówimy o swoich problemach. Ale robimy to po to, żeby wzbudzić w widzach refleksję, że czasami żyjemy za szybko, że przestajemy ze sobą rozmawiać, nie widzimy się. I ten kryminał, będący pozornie komedią jest sztuką o ludzkich postawach. Sztuka napisana w Hiszpanii kilka lat temu bardzo dobrze przyjęła się w Nowym Jorku i okazuje się, że w Polsce też. W naszym kraju mamy te same problemy, tak samo kochamy, tak samo nienawidzimy. Sprzedałem tę sztukę w ciągu 2 lat w 100 miastach i widzę, że ludzie reagują podobnie. Śmiech, który więźnie w gardle z przerażenia, są też chwile refleksji, momenty zastanowienia. Pozornie fabuła jest prosta, bracia dzielą spadek po matce, która jeszcze żyje za drzwiami. Ale co doprowadziło do tego?

R.B: Właśnie, w recenzjach pisano, że jest to sztuka o trudnych relacjach rodzinnych.

P.S: Tak, również o tym. Są to bracia przyrodni. W pewnym momencie ich drogi się rozeszły. Jeden opiekuje się mamusią. Zrezygnował ze swoich marzeń i planów właśnie po to, żeby się nią opiekować. Drugi z kolei uciekł z tego domu, trafił pod skrzydła swojej żony. Mieli inne priorytety i ojców, ale w końcu jednoczy ich niecny plan „usunięcia” mamusi. I pojawia się pytanie, dlaczego chcą to zrobić? Może nie tylko dlatego, że im czegoś brak. Może dlatego, że zabrakło czegoś w relacjach właśnie z mamą? W pewien sposób przeprowadzamy wiwisekcję tego, co się działo w tym domu rodzinnym. Ta sztuka pozornie łatwa, komediowa ma swoją głębię.

R.B: Ma pan za sobą dużo ról zarówno teatralnych, jak i filmowych. Czy woli pan grać w filmie czy w teatrze?

P.S: Zawodowy aktor wybiera po prostu ciekawą propozycję. Oczywiście, są tacy aktorzy, którzy pozostają albo tylko w filmie, albo tylko w teatrze. Dla mnie podstawą bycia zawodowym aktorem jest bycie w teatrze. Ja od 20 lat jestem w teatrze, w wielu teatrach w Polsce. Wreszcie sam zacząłem produkować sztuki, żeby być sobie sterem i okrętem. W tych sztukach grają tylko dobrzy aktorzy. Są to moi przyjaciele. Człowiek w teatrze nie „zasypia” jako aktor. Poza tym wcielanie się w role rozwija nas jako ludzi. Pięknie jest doświadczać publiczności na żywo. Żywy kontakt z człowiekiem jest dla mnie podstawą, bazą.

R.B: W Mławie publiczność będzie raczej nieliczna. Czy woli pan występować na dużych scenach czy może na niewielkich takich jak w naszym mieście?

P.S: Nie problem w rozmiarze. Male sceny mają swoją atmosferę, klimat. Ja z założenia, jako producent tego spektaklu, unikam sal liczących więcej niż 500 miejsc. Kiedy sala jest ogromna – uważam, że spektakl na tym traci. Wtedy jest inny rytm tej sztuki, inaczej się wypowiada słowa; mówiąc technicznie, jest inna samogłoska, nie mówiąc już o zakładaniu mikroportów, czego moim zdaniem w teatrze się nie powinno robić. Im mniejsza sala, tym lepszy klimat, widz może o wiele lepiej wejść w ten teatralny świat.

R.B: Był pan kiedyś w Mławie?

P.S: 20 lat przejeżdżałem przez Mławę, „siódemką”, bo jestem z Lidzbarka Warmińskiego. W waszym mieście jestem pierwszy raz. Słyszałem, że w Mławie ostatnio odwołano kilka spektakli teatralnych. Jak można to zrobić w takim, liczącym 30 tysięcy mieszkańców mieście? To mnie bardzo dziwi. Postanowiliśmy wspólnie z Waszym ośrodkiem kultury, że nasz spektakl zagramy, niezależnie od frekwencji. Udało się świetnie i to z frekwencją. Brawo dla widzów. Miasto, które ma 30 tysięcy ludzi i nie ma szans na profesjonalny spektakl teatralny, to miasto, które nie żyje, które jest martwe. Wiem, że tu jest dużo innych inicjatyw, ale jako człowiek teatru i producent zobowiązuję się, że tym mieście kilka ciekawych spektakli jeszcze się pojawi. Walczę też o to w innych miastach w Polsce. Kompania Teatralna, którą założyliśmy moim przyjacielem przygotowuje następną sztukę, również w reżyserii Wojtka Malajkata. Będzie to czteroosobowa komedia małżeńska pod tytułem „Kłamstwo”. Czy ono popłaca w życiu, czy jest sposobem, czy przekleństwem w związku, wszystko, oczywiście, w krzywym zwierciadle. Zapytajcie ludzi, czy chcą przejrzeć się w dobrym lustrze, dobrym teatrze w Mławie. Mogę się założyć, że chcą.

Rozmawiał Robert Bartosewicz

Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB