Niedziela, 19 sierpnia 2018. Imieniny Emilii, Julinana, Konstancji

Sprawą zaczadzenia 4 osobowej rodziny zajęła się policja

2014-12-13 19:33:23 (ost. akt: 2014-12-13 19:35:31)

Podziel się:

- Dopiero po tym co się stało, w budynku zainstalowano zabezpieczenia – twierdzi jedna z ofiar zatrucia pani Jolanta. Według szefa TBS-u, administratora budynku, po zaczadzeniu, pracownicy wykonali dodatkowe zabezpieczenia – te niezbędne były już wcześniej.

Robert Bartosewicz
r.bartosewicz@kuriermlawski.pl

Do zdarzenia doszło we wtorek 25 listopada w parterowym budynku wielorodzinnym przy ul. Granicznej. W wyniku zaczadzenia do szpitala trafiło 2 dzieci (3-letnia dziewczynka i 10-letni chłopiec) oraz ich rodzice. Cała rodzina może mówić o dużym szczęściu. Wiele przypadków zatrucia tlenkiem węgla kończy się śmiercią. - Pamiętam, że moja córka zasnęła, ja wyszłam spod prysznica i poczułam zawroty głowy. Mój syn z kolei krzyczał, że jest mu niedobrze. Reszty, poza sygnałami samochodów ratowniczych, nie pamiętam – opowiada pani Jolanta. Na szczęście jej mąż zdążył w porę otworzyć okna i zadzwonić po pogotowie. Zatrucie zakończyło się bez poważniejszych dla zdrowia konsekwencji. Pani Jolanta ma zastrzeżenia do postępowania TBS-u. - Pracownicy dopiero teraz zakładają kratki wentylacyjne – mówi kobieta. Kiedy odwiedziliśmy ją w mieszkaniu w czwartek 4 grudnia jeden z pracowników Towarzystwa Budownictwa Społecznego, rzeczywiście wykonywał przy budynku pewne prace.


Dodatkowe
zabezpieczenia

Rodzina mieszka tu dopiero od kilu tygodni. To lokal socjalny, wskazany przez miasto. Nie ma więc najlepszych warunków. - Te budynki „obsługują” ludzi po eksmisjach. Osoby te przychodzą tu ze spółdzielni mieszkaniowych, gdzie mieli centralne ogrzewanie. Po raz pierwszy zderzają się z potrzebną korzystania z pieców kaflowych i trzonów kuchennych – mówi prezes TBS Andrzej Więckowski. Nasz rozmówca informuje, że po tym zaczadzeniu, wystąpił do burmistrza Mławy (TBS to spółka miejska) o przyznanie środków i wyrażenie zgody na doinstalowanie dodatkowych przewodów wentylacyjnych we wszystkich pomieszczeniach w tym budynku. I podkreśla, że to są właśnie zabezpieczenia dodatkowe. Chodziło o „wypuszczenie” przez ścianę przewodów wentylacyjnych w celu zapewnienia dodatkowej wentylacji. - Ten budynek został oddany do użytku w 1962 r. Był wyposażony w przewody wentylacyjne i dymowe, takie jakie pierwotnie wykonano. W łazience była wentylacja i przewód dymowy oraz drzwiczki do pieca węglowego. W kuchni natomiast był trzon kuchenny. Te zabezpieczenia działały, przez ponad 50 lat nie było takiego zdarzenia – objaśnia Andrzej Więckowski.

Trwa policyjne
dochodzenie

Według pani Jolanty jeden z pracowników TBS-u miał właśnie ją obarczyć winą za to, że doszło do zaczadzenia. - Pracownik nie jest od orzekania winy, prowadzone jest dochodzenie w tej sprawie i ono może dopiero ustalić przyczynę. Ja nie wiem co było tą przyczyną – mówi Więckowski.
Rzecznik Komendy Powiatowej Policji w Mławie Anna Gorczewska potwierdza, że funkcjonariusze prowadzą postępowanie. - Jest ono prowadzone na podstawie artykułu 160 par. 1 Kodeksu karnego – informuje Gorczewska. Przywołany przez nią przepis mówi o narażeniu człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu. Za popełnienie takiego czynu grozi kara pozbawienia wolności do 3 lat.




Komentarze (0) pokaż wszystkie komentarze w serwisie

Dodaj komentarz Odśwież

Dodawaj komentarze jako zarejestrowany użytkownik - zaloguj się lub wejdź przez FB